Z życia chińskiej ambasady w Bangkoku

Z życia chińskiej ambasady w Bangkoku

Poniedziałek zeszły tydzień

Zostaje zasypana dziwnymi ludźmi. Przychodzą tacy się pytają o wizę… Turyści! Mej ło!!!! Po chińsku nie rozumiesz? Nie ma! Nieroby jedne! Dla pracujących tylko jest, co byście czasem nielegalnej pracy nie podejmowali na terenie Republiki Ludowej. My tu musimy się chronić przed nielegalnymi imigrantami. Chciałeś jechać jako turysta, to było w swoim kraju wyrabiać!

Ale już patrzę patrzę, znowu jakieś zmiany na górze. Oj poleciały glowy! Poleciały! I znowu będą może wizy dostawali. Ale co mam im mówić?!

Wang? Wang! Co? Nie wiesz? To kto wie?

A to może powiem, że już w piątek. A może w środę. A może i nie.

No i stoi mi nad głową już pół godziny. Idź sobie! Nie ma wiz! Zadzwoń w piątek to może cię łaskawie poinformujemy.

Piątek

Halo? Co? Coo??

Weź Su zawołaj Wanga, bo nic nie rozumiem! Co co? Wajt a minyt!

Halo! Tu Wang! O co chodzi?

Co?

Aa

Zmiana procedury? Nie w poniedziałek niemożliwe! No mówię przecież, że niemożliwe!!! Może w środę? Hmmm sam nie wiem. Teraz na pewno nie. Raczej za 2 tygodnie, tak tak za 2 tygodnie zmienimy procedurę. Nie wczesniej. Tak na pewno nie wcześniej. To zadzwoń pani w poniedziałek do mnie. W środe ewentualnie. Jeje baj baj szenkju szenkju.

Muszę wyłać kolejnego mejla, bo ci nieogarnięci turyści nic nie rozumieją:

Nic nie wiemy o zmianie procedury. Najwcześniej to nastąpi za 2 tygodnie, jeżeli wogóle kiedyś. Z poważaniem. Ambasada

3 dni później – Poniedziałek

Halo?

Heee? A! Procedura zostala już zmieniona! Możecie się już starać o wizy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *