Xining- przedsionek Dzikiego Wschodu

Xining- przedsionek Dzikiego Wschodu

Po drodze z Zhangye do Xiningu mijałam parujące po deszczu pagórki, porośnięte dość gęsto niemal czarnymi, niskimi krzakami. W tle majaczyły ośnieżone szczyty gór. Za oknem pociągu jadącego 300km/h przewijały się stada krów, bawołów, owiec, kóz. Między nimi stały pasterskie namioty należące do nomadów. Właśnie wjeżdżałam na Płaskowyż Tybetański.

Moim celem była stolica zachodniochińskiej prowincji Qingha i największe miasto płaskowyżu. Xining jest bardzo stary, bo już 2200 lat temu wiódł tu szlak solny, a później część Szlaku Jedwabnego, jednak nie uświadczy się tu zbyt wielu zabytków, ani tym bardziej starówki. Moja chińska koleżanka się dziwi, chcesz starówkę to jedź to Xi’An!

Xining  na pewno nie jest na liśćie top 10 Chin, więc po co tu przyjeżdżać? Musicie wiedzieć, że region Qingha wabi miłośników natury, w końcu to brama do Tybetu. A Xining ją otwiera. Okolica obfituje w zachwycające jeziora, jak solne Caka Lake, czy największe jezioro w kraju- Koku Nor. Królują tu piękne góry, surowe pejzaże i kwitnące  łąki, urokliwe miasteczka i wioski, klasztory buddyjskie. Stąd rusza się w dalszą drogę w stronę Lhasy.  Łatwo się tu zaakliamtyzować przed dalszą podróżą. Region jest położony na wysokości od 2000 do 4000 metrów nad poziomem morza.

Chociaż Xininbg liczy sobie ponad 2 200 000 mieszkańców, czyli więcej niż Warszawa, a tyle co samo Paryż, to nie można w nim uświadczyć wielkomiejskości. Życie toczy się na ulicy, którą wypełniają siedzący ludzie, jedni gapią się bez celu przed siebie, inni grają w chińskie szachy. Spora część mieszkańców wyznaje islam, a co za tym idzie, wśród zajmujących uliczno-gapiennicze stanowiska zdecydowanie przeważają mężczyźni.

Akurat, kiedy przybyłam do miasta kończył się ramadan. Muzułmański post, podczas którego nie można jeść ani pić za dnia. Obżarstwo zaczyna się dopiero nocą. Wraz z Ling, Chiną z okolic Hong Kongu docieram do Wielkiego Meczetu. Jako kobiety nie powinnyśmy mieć tam wstępu, ale wchodzimy. Na dziedzińcu są prawie sami mężcyźn i dzieci obojga płci. Z kobiet tylko parę zabłąkanych turystek, ale wyznawcy Mahomenta bardzo przyjemnie nas witają. Nie możemy wejść tylko do środka, do sali modlitw, zaś podczas modłów na dziedzińcu musimy się wycofać do samego tyłu. Mężczyźni nie mają tego problemu. Za to duchowni nakarmili nas podobnie jak swoich wiernych arbuzami i napoili gorącym mlekiem. Co było bardzo miłe i przydatne w lodowatym wieczorze. Wyobraźcie sobie, że w czerwcu trzeba było ubrać zimową kurtkę.

Meczet Dongguan Mosque jest uznawany za najważniejszy monument miasta. Imponuje swoimi wymiarami, jest nie tylko największy w Xiningu, ale i w całym regionie Qingha. Jego najstarsza część, skrywająca salę modlitewną została zbudowana w  XIV wieku, zaś minarety i część zewnętrzna 15 lat temu. Koniecznie musicie zobaczyć meczet nocą, kiedy rozbłyskuje światłem neonów.

Największą atrakcją w Xiningu jest ulica, a raczej kilka ulic wypełnionych gastrobarami i restauracyjkami. Orientalne zapachy roznoszą się po okolicy. Niestety z racji trwającego ramadanu na najważniejszej z nich, Mojiajie Street panowało zbiorowe zamknięcie lokali. Idąc dalej natrafiamy jednak na inną ulicę, gdzie tłumy szturmują lokale gastronomiczne. W najbardziej tłocznym, jako dekoracje wiszą zdobione czaszki baranów. Jest to bardzo creepy, co kontrastuje z gwarem lokalu. Jak to na górskim górskim terenie bywa, to właśnie baranina  króluje na talerzach. Między stolikami,co nuż przejeżdża wędrowny wózek, z którego sprzedawany jest słodki jogurt. Specjalnośc regionu. Do tego można zakupić jeszcze słodki napój z pływającymi w środku nasionami zboża.

Ling zamówiła dziwne zimne noodle Niangpi  specjalność Xiningu, zaś ja coś, co wyglądało jak pieczone ziemniaki. Okazało się, że to nie kartofle. Było to Liangfen, gorąca galaretka, robiona z groszku, podlana wieloma sosami, które dość mocno paliły w gębie.

W Xiningu nie uświadczyłam widoku wielu młodych ludzi. Miażdżąca większość mieszkańców to osoby w średnim wieku i starzy. Młodzież wyjechała za pracą do Pekinu lub Szanghaju..

chiny co warto

 

Chiny co warto

Xining

Chiny co zobaczyć

Xining

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *