Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń brzmi muzyką, uwodzi oczy przepychem, pachnie dymem papierosowym, a smakuje…No właśnie jak smakuje Wiedeń? Dla mnie to wszystkie smaki z targu Naschmarkt.

A tam najwięcej jest smaków tureckich. Nadziewanych oliwek, nadziewanych papryczek, nadziewanych pomidorów, a nawet nadziewanych daktyli.  Jest tam w brud serów, miodów, są wypieki, strucle, austriackie drożdżówki. Jest ricotta owinięta sfermentowanymi liśćmi winogron, są kulki orzechowo serowe. Są egzotyczne owoce z czterech stron świata, wściekle różowy smoczy owoc i zapachowy durian. Jest w końcu gwar i hałas, sprzedawcy drą się w naszą stronę. W większości to Turcy więc też się nachalnie gapią.

wieden targ

Pobyt w Wiedniu zaczęłyśmy dość niefortunnie, bo nie zarezerwowałyśmy noclegu, a tu się  okazało, że w mieście w ten weekend odbędzie się wielki maraton. Z tej okazji tłumy biegaczy oblężyły wszystkie tanie noclegi. Na szczęście udało się wynegocjować zniżkę w hotelu. Jeszcze tylko kupiłyśmy piwo w chińskim markecie i można było zacząć ucztę z kupionych na markecie smakołyków, głównie śmierdzących serów i tych nadziewanych frykasów. Po czym nastał czas na krótką sjestę po bolesnej całonocnej podróży Polskim Busem. Tak niewygodnych siedzeń nie ma chyba żaden autobus… A najgorsze jest to, że ma wielkimi literami na boku napisane komfortowy!!!!

Popołudniu postanowiłyśmy iść na słynną operę, gdzie podobno niektóre miejsca są dostępne tuż przed spektaklem za grosze. Kiedy czekałyśmy w niekończącej się kolejce było zimno, wiatr hulał po placu i pod naszymi ubraniami. Nagle podszedł do na gość ubrany w strój a la XIX wiek i zaproponował bilety do opery w dobrej cenie. A przynajmniej tak zrozumiałam z tego co mówił. Jako, że oferta była naprawdę interesująca, a czekanie w kolejce wykańczające to się skusiłyśmy.

Zostało trochę czasu do przedstawienia więc poszłyśmy się rozgrzać i nakarmić burczące brzuchy.Trafiłyśmy do poleconej przez naszego biletera tradycyjnej restauracji. Była wypełniona po brzegi i chwilę musiałyśmy zaczekać aż zwolni się jakieś miejsce. Akordeonista restauracyjny kiedy usłyszał, że jesteśmy z Polski zagrał: Hej sokoły!  Nie miałam dużego wyboru, bo z menu wegetariańskiego były tylko szparagi. Ale jakie! Poza tym Wiedeń mięsem stoi. Kotlety.  Eskalopki. Kiełbaski.  Czy szparagi to jedyne znane Austriakom warzywo? Następnego dnia w następnej restauracji też będę mieć do wyboru jedynie szparagi. A co najśmieszniejsze za każdym razem okazują się one lepsze od dania mięsnego mojej kompanki. Czy to dlatego, że są afrodyzjakiem, czy dlatego, że są podłużne jak papierosy? Wiedeńczycy uwielbiają szlugi. U nas zbanowane z lokali, w najlepszym wypadku zmiecione do brzydkich palarni. Tymczasem w Austrii najładniejsza część restauracji jest przeznaczona dla palaczy, a dla niepalących, o ile rzucono im ochłap jakiejkolwiek sali, to jest to szpetna część, taka w której nie ma ochoty się siedzieć.

wieden

Zrobiło się późno, a my ciągle nie mogłyśmy znaleźć sali koncertowej. Ciągle błądziliśmy i już myślałyśmy że nie zdążymy. Ale przed naszymi oczami wyrósł dostojnego pałacu, którego nazwy już nie pamiętam. Koncert był w pięknej sali ozdobionej freskami. Na widowni byli tylko obcokrajowcy, ściągnięci przez naganiaczy, bo tych przebierańców, z tego co zaobserwowałyśmy na placu przed operą było wielu. Towarzyszyły nam najgorsze przeczucia, że się daliśmy nabić w butelkę. Nie było co prawda opery, ale koncert muzyki klasycznej i śpiewaczka operowa wykonała arię. Do tego nagle wyskoczyli na scenę baletowi tancerze. Doszłyśmy do wniosku, że jegomość w XIX wdzianku nie oszukał tak bardzo i nam się nawet podobało. Zaliczyłyśmy! Muzykę we Wiedniu trzeba zaliczyć jak pad thai w Bangkoku i Luwr w Paryżu. Usatysfakcjonowane poszłyśmy na wieczorny spacer po mieście. Po eleganckich placach, przed ociekającymi bogactwem pałacami przemykali elegancko wystrojeni ludzie. Żadnych zielonych włosów, żadnych ćwieków ani poszarpanych jeansów. BCBG jak Catherine Deneuve na ulicach Saint Germain. Byłam w szoku, a jednak to nie Paryż jest najbardziej wyrafinowanym miastem Europy.

 

Wiedeńczycy lubują się w kulturalnych imprezach, wieczorem muzea pozamieniały się w kluby, w których grali dje. Drinki lały się strumieniami, a jednak było elegancko. Plac muzealny był obsiędziony imprezowiczami. Weszłyśmy też przypadkiem na jedną imprezę, która odbywała się w… teatrze..

co zobaczyć w Wiedniu

Poranek następnego dnia chciałyśmy zacząć od…. ale wszystkie drogi były zablokowane i ani szansy przebicia się. MARATON! Niekończący się maraton!  Nasz maraton po atrakcjach przez to został zablokowany. Biegli i biegli, a końca nie było widać. Jak w jakiejś komedii, gdy się spieszysz i nagle pojawia się dużo ludzi na twojej drodze. W końcu wbiłyśmy się miedzy dyszący szpaler końcowy tych co nie nadążali i biegnąc z nimi, tyle, że po skosie przedostałyśmy się na drugą stronę. Motylem jestem! Jak na skrzydłach dotarłyśmy do  motylarnii, o której muszę wam powiedzieć, że jest jedną z ładniejszych jakie widziałam. W wielkiej szklarni pośród tropikalnej roślinności fruwały motyle wszelkiej maści.

wieden maraton

Macie problemy z teściową? Sisi też miała! Ona dziko wychowana, lubiła czuć wiatr we włosach, hasać po łąkach i w dupie miała sztywną etykietę. A tu nagle król zaplanowany dla jej ułożonej siostry, zakochał się w dzikusce. Była taka inna… Zabrał ją na dwór. Teściowa też nie mogła zdzierżyć faktu, że ona nie wie którym widelcem się je deser…! Jakby tego było mało dzikuska zbudowała sobie salę gimnastyczną w pałacu, gdzie wyciskała z siebie siódme poty!  Rygorystyczne zasady uwierały ją coraz bardziej. Nie mogła swoich dzieci do piersi przystawiać. Nie wypada cesarzowej…Za to mąż za nią szalał! I Węgrzy! Nauczyła się ich języka! I wstawiała za nimi. I Włosi!  Kochali ją! Ale to Włoch ją zabił. szpilka… Wkuł się w jej pierś. ona nie myślała, że tak drogo ją to będzie kosztować… ot draśnięcie. To złodziej chciał mi wyrwać.. i ukuł… Zasnęła…

Gwiazdą dnia miał być Pałac Sisi. Obrazuje rzeczywistość tak bogatą, że można zwariować. Ciekawe czy rodzinie cesarskiej nie odbijało od takiego bogactwa. Ciekawe jak bardzo dworzanie byli wkurwieni, że oni harują i płacą podatki, aby rodzina cesarska mogła jeść srebrnymi sztućcami z porcelanowych talerzy z Sevres. A może cieszyli się jak Anglicy ze swojej rodziny królewskiej? Albo wręcz byli owładnięci obsesją rodziny jak w Królestwie Tajlandii, gdzie obywatele, którzy nie nosili się na czarno po śmierci króla byli atakowani przez pozostałych, którzy zaraz uderzyli w żałobę.

Potem poszłyśmy eleganckimi uliczkami, gdzie nie leżał nawet jeden śmieć… Najpierw był wspaniały ogród. A potem strażnicy. Średniowieczne dzieła. Był Klimt. Magiczny Pocałunek. Najlepszy z najlepszych. Byli impresjoniści. Były zachwycające obrazy nieznanych mi malarzy. Schloss Belvedere ma też najlepszą klatkę schodową na selfie.

Wiedeń jest bogaty. Nawet Bardzo bogaty. Wszystko to przepych

co zobaczyć w Wiedniu

 

co zobaczyć w Wiedniu co zobaczyć w Wiedniu

 

 

 

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Piękne miejsce. Bardzo fajny wpis! Niestety tylko przejeżdżałem przez Wiedeń a nie miałam okazji zwiedzać, ale jest ona na mojej liście;-)

    1. Dzięki! Polecam, bo to super miejsce 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu