Wszystkie kolory Arles we Francji
Amfiteatr w Arles-corrida

Wszystkie kolory Arles we Francji

Van Gogh w Arles i pewna kobieta

Jeśli kiedyś się zastanawialiście nad dobrodziejstwami życia w Prowansji, to muszę Wam opowiedzieć o pewnej mieszkance Arles w Prowansji. Jeanne Calment urodziła się 21 lutego 1875 i całe życie spędziła w tym jednym mieście, ciesząc się jego urodą, słońcem i zapachem ziół jaki się unosi w całej Prowansji. Pewnego dnia, kiedy miała 13 lat poszła do sklepu swojego wujka. Spotkała tam nieznajomego biednego malarza, który kupował płótna do obrazów. 100 lat później określiła go jako człowieka brzydkiego i nieuprzejmego. Był to Van Gogh. Dobrze przeczytaliście 100 lat! Jeanne przeżyła 122 lata i 164 dni, i jest uznawana za najdłużej żyjącą mieszkankę naszej planety i jako jedyna mogła się wypowiedzieć na temat artysty w setną rocznicę jego pobytu w Arles.

Przewodnik po Arles. Bądź jak Van Gogh i zwiedź tropem kolorów

Czerwony jak krew

Arenę w Arles warto zobaczyć w pierwszej kolejności, bo naprawdę robi wrażenie! Arles założyli Ligurzy już 800 lat przed naszą erą. Jego wiek jest więc niewyobrażalny. Amfiteatr może pomieścić nawet 20 tysięcy osób złaknionych igrzysk. Po krwawych tradycjach starożytności, dziś zasiadający na trybunach zadowalają się corridą, spektaklami teatralnymi i rozmaitymi wydarzeniami kulturalnymi jakie organizuje miasto.

Do Arles wybrałam się ze znajomymi na wiosnę z okazji corocznego Festiwalu Byka. To wtedy na starożytnej arenie w centrum miasta odbywa się przez cały weekend corrida. Takich corrid jest wiele od wiosny do jesieni. Samego widowiska nie polecam, bo widać, że bykom upuszczają wcześniej krew i nie mają siły. Żal mi ich było.

Niedaleko niego znajduje się rzymski teatr postawiony pod koniec I w. p.n.e. W czasach swojej świetności mógł pomieścić połowę widzów z Wielkiej Areny. Dziś możemy sobie tylko wyobrażać jak tam płakano na tragediach i śmiano się do rozpuku na komediach. Przynajmniej o ile była to dobra sztuka.

Szary jak mury

W Arles natkniecie się też na romański kościół św. Trophima. Warto zwrócić uwagę na rzeźby przestawiające Sąd Ostateczny, ponieważ są one uważane za arcydzieło sztuki romańskiej.

Kolejnym ciekawym obiektem są termy Konstantyna datowane na IV wiek, w których mieszkańcy Arles wspólnie się kąpali. Każdego popołudnia najpierw kobiety, a następnie mężczyźni najpierw korzystali z dobrodziejstw wody, a potem oddawali się tam masażom. I niech ktoś mi jeszcze powie, że życie w antyku czy średniowieczu było strasznie… Ciekawostką jest, że w tamtych czasach wstęp do term był darmowy.

 

Wiśniowy jak niespodzianka

Deser z zepsutych wiśni był przyczyną śmiertelnego zatrucia u wujka Jeanne Calment.

Błękitny jak pokój Van Gogha w Arles

Arles jest w sam raz na jednodniową wyprawę. Niewielkie miasteczko można spokojnie obejść spacerem w parę godzin. Niestety po jego najsłynniejszym mieszkańcu holenderskim malarzu Van Goghu nie zachowało się mieszkanie. Jedynie ze słynnego obrazu mistrza możemy się dowiedzieć jak wyglądał pokój gdzie spał i pracował. Możemy sobie też wyobrażać, gdzie lubił spacerować i przesiadywać.

Wszystkie barwy ogniste

Za to kocham Prowansję. To dla nich van Gogh porzucił deszczową Holandię. Na południu Francji wszystkie kolory wyglądają zupełnie inaczej! Światło pada pod innym kątem, zachód słońca wygląda jakby mieli się zaraz zbliżyć na ziemię Jeźdźcy Apokalipsy. Niebo dosłownie płonie wszystkimi odcieniami czerwieni i fioletu. Zresztą nie trzeba czekać do zachodu, aby docenić intensywność prowansalskich kolorów. Nigdzie indziej nie mogły powstać tak nasycone obrazy i wcale nie trzeba ich barw przypisywać chorobie psychicznej malarza.

Pomarańczowy jak słońce

Z IV wieku pochodzi również stojący na placu Republiki Obelisk. Pierwotnie służył on za centralną część cyrku romańskiego. Leżał sobie zapomniany, aż ktoś go odnalazł w XIV wieku i gdyby nie władze Arles, pewnie pokrywałby się kolejnymi warstwami kurzu poskładany w jakimś muzeum. W XVII miasto nadało obeliskowi nowe życie i funkcję: symbolu słonecznego- gnomona. Przetransportowano go na plac i ustawiono przed świeżo postawionym wówczas ratuszem. A wszystko to na cześć i chwałę Ludwika XIV zwanego również Królem Słońca. Ozdobiono go z tej okazji emblematami słonecznymi. Ale jak wiecie wkrótce przyszła Rewolucja i inna zawierucha dziejów, które sprawiły, że dekoracja obelisku wielokrotnie się zmieniała. Ostatecznie stanęło na lwach z brązu i łbie Herkulesa wypluwającego wodę do basenu fontanny.

Brązowy jak czekolada, biały jak dym

Zawiodą się wielbiciele zdrowego trybu życia. Najstarsza mieszkanka Arles zaczęła palić kiedy miała 21 lat, a rzuciła dopiero po 117 urodzinach, do tego objadała się czekoladą i piła codziennie Porto.

Kość słoniowa jak spokój

Już nie biały, ale jeszcze nie żółty. Taki jest kolor światła wpadający do Cryptoporticusa. Miłośnicy starożytności mogą zejść do podziemi na placu Republiki i obejrzeć w Cryptoporticusie antyczne kolumny i korytarze. Cryptoporticus był niczym innym jak ukrytą przed oczami przechodniów częścią forum, czyli centralnego placu służącego mieszkańcom do dyskutowania. Na forum pewnie też plotkowali, obrabiali dupę sąsiadce i pili tanie wino. Na co dzień gawiedź nie miała wstępu do podziemi, aż do V wieku, kiedy co poniektórzy mogli sobie w nich przechowywać winny trunek. Nawet dziś zachwyca architektura, która te podziemne galerie pozwoliła wypełnić światłem.

Żółty jak Taras kawiarni w nocy 

Niegdysiejsza kawiarnia Arles Café de la Gare nazwana dziś na cześć malarza Café Van Gogh, była jednym z ulubionych miejsc artysty i inspiracją do stworzenia najsłynniejszych płócien. Na jednym namalował jątrzącą się żółcią kawiarnię w tle gwieździstej nocy, na innym widzimy jaskrawe wnętrze sali bilarodwej. Van Gogh przyjaźnił się z właścicielami kafejki.

Oliwkowy jak oliwa

Warto sobie zakupić w Arles oliwę, to ponoć ona pozwoliła najstarszej arlowiance zachować młody wygląd aż do starości. Jeśli uważacie, że na coś już jest w waszym życiu za późno to pomyślcie, że Joanna w wieku 85 lat zaczęła ćwiczyć szermierkę.

Cała paleta

Aktualnie najbardziej znanym wydarzeniem w Arles jest słynny festiwal fotograficzny Les Rencontres d’Arles, kiedy to w wakacje do miasta zjeżdża się cała plejada fotografów. Odbywają się liczne wystawy i wykłady. Można zaryzykować stwierdzenie, że to najważniejszy festiwal tego typu na świecie.

Małe miasto bardzo pielęgnuje swoje tradycje artystyczne i w związku z tym odbywa się w nim całe mnóstwo wydarzeń kulturalnych.

A moje ulubione miejsca w Arles to sobotni targ. Toz to można poczuć wszystkie smaki i zapachy Prowansji,

Praktyczne informacje o Arles

Arles wymawia się Arl

Dojazd: pociągiem z Marsylii

Pogoda w Arles jest z reguły słoneczna, opady w prowincji  Prowansja Alpy Lazurowe Wybrzeże nie występują często. Najprzyjemniej jest zwiedzać od kwietnia do października, zimą temperatura rzadko spada poniżej zera, natomiast występują silne i zimne wiatry.

Restauracje w Arles. Polecam L’Escaladou, gdzie możemy spóbować specjałów kuchni prowansalskiej w tym słynnej zupy bouillabais, która im dobrze wychodzi. Bardzo mnie zachwycił Jardin Des Arts, gdzie nie dość, że jest pięknie to mają fenomenalny makaron. Mniam. W dodatku jak na Francję cena jest bardzo sensowna.

Arles jest małe wszystko możemy obejść na piechotę.

Sobotni targ w Arles znajdziecie pod adresem Boulevard Emile Combe

 

Arles Prowansja

Arles Prowansja Van Gogh (6)  

Francja ciekawe osoby
Jeanne Calment w młodości, źródło: Wikipedia

Wybierasz się do Francji? Może zainteresuje Cię któryś z artykułów:

 

Dodaj komentarz

Close Menu