Podróż slow boatem do Laosu. Boskie widoki i złodzieje w Pak Beng

slow boat laos
To tylko jakaś łódka na brzegu. My płyniemy większą

 

 

Już kiedy znajoma opowiedziała mi o podróży łodzią z północy Tajlandii do Laosu serce biło mi szybciej na samą myśl. Wiedziałam już wtedy jak piękne są brzegi Mekongu. Slow boat w zasadzie płynie z laotańskiej strony Mekongu z miasteczka Huay Xai.

Przejazd na własną rękę. Opłaca się?

Chciałam, całą podróż odbyć na własną rękę, żeby zobaczyć jak to się ma do zorganizowanej wyprawy z agencji, Płynięcie w gorącym sezonie niesie ze sobą niespodzianki. Tuż przed Sylwestrem zabrakło biletów Green Busa do Chiang Kong, tajskiego miasteczka przy przejściu granicznym z Laosem Normalnie Green bus wyjeżdża dwa razy dziennie z o 8h i 9h30. Na żaden nie było biletów na najbliższe dni. Mogłam pojechać jeszcze do Chiang Rai i stamtąd szukać transportu. Jak się jednak dowiedziałam na dworcu Arcade w Chiang Mai, też nie było biletów. Nie wiem czy to prawda, bo w Tajlandii rzadko można oczekiwać prawdziwej odpowiedzi na zadane pytanie.

Został mi przejazd wykupiony w agencji prywatnym miniwanem. Były dwie opcje, tańsza do Chiang Kong i droższa do Huai Xai. Wybrałam tą ostatnią. Już sama przejażdżka miniwanem była atrakcją, a to z racji bajecznego pejzaży północnej Tajlandii. Po drodze bus miał dwa przystani, jeden na kompletnym zadupiu, gdzie pan kierowca zarządził 40 minutową przerwę w knajpie z której procenty ze sprzedaży szły do jego kieszeni. Drugą 20-minutową w Białej Świątyni. Z ust moich współpasażerów dobył się jęk zawodu i rozczarowania. Szczerze współczułam ludziom, którzy wykupili taki przejazd licząc, że ją zwiedzą. Dla mnie w zeszłym roku godzina to była za mało. Brakło mi czasu na obejrzenie małego muzeum-galerii z obrazami artysty. Akurat teraz mogłam to nadrobić. Oczywiście nawet na taką wystawę nie było dość czasu i kiedy skończyłam oglądanie to inni już dawno posłusznie siedzieli w busie. Zdziwiło mnie to, bo ja bym pajacowi kierowcy nie przepuściła.

Przystanek w Białej Świątyni

Obrazy Chalermchai Kositpipat są po prostu kosmiczne i zupełnie niepodobne do tego co znamy z naszego malarstwa. Głównie się skupia na tematyce raju i mitycznych i boskich istotach z tutejszej religii i mitologii. Nigdy nie miałam takiego pragnienia, żeby trafić do raju, ale jeśli wygląda tak jak na tych obrazach to będę pierwsza w kolejce.

Część osób wysiadła w Chiang Kong, a busiarz zawiózł nas do tajskiej imigracji na podbicie paszportu, stamtąd trzeba było się władować w władować w autobus za 25 baht dowożący do laotańskiej granicy. Tam zaśpiewali sobie 31 USD za wizę. Po 10 minutach otrzymałam spowrotem paszport w wklejoną wizą i udałam się na drugą stronę, gdzie czekały tuk tuki Tuk tuk był już opłacony przez agencję, i chociaż przejazd był tylko do stacji Green busa, to Laotańczyk zawiózł mnie pod same drzwi hostelu. Little Hostel opłaciłam już z własnej kieszeni. Muszę przyznać, że to jeden z sympatyczniejszych w atmosferze hosteli jakie mi było dane odwiedzić.

Kiedy podliczyłam koszty wyszło mi, że odrobinę taniej było by kupić cały przejazd razem łódką przez agencję. Może było by trochę taniej gdyby były miejsca w Green Busie.

 

Cała prawda o łodzi

Do tej pory nie miałam biletu na łódkę, bo chciałam sama sobie go kupić na przystani. W Internetach pisało, że trzeba wstać wcześnie żeby wykupić dobre miejsce. Mi się jednak nie uśmiechało od 7h rano koczować na przystani z walizą. Kosztowało mnie to 30 000 kip czyli jakieś 12 zł więcej niż oryginalna cena biletu na przystani. . W dodatku w hostelu zareklamowali, że jak zarezerwują to będę mieć dobre miejsce z przodu. Gówno prawda. Jak się okazało wszystkie miejsca są prawie takie same. Bywa że miejsca z samego przodu mają więcej przestrzeni na nogi, ale jak się okazało ta łódź miała ławki z przodu, więc co z tego, że kopyta można rozciągnąć, jak się nie ma na czym wygodnym oprzeć.

Standardy łodzi są różne i od szczęścia zależy jak wygodnie popłyniecie. Na zdjęciu w necie siedzenia były prawie rozkładane, w realu całkiem pionowe oparcie. Strasznie niewygodne.

Za to tył łodzi to marzenie, obok furkoczącego na pełnych obrotach silnika był rozłożony dywan na którym Laotanie urządzili sobie piknik. Za tym ostatnim pomieszczeniem sam otwarty tyło łodzi, z ustawionym paleniskiem, gdzie młody chłopak piekł sobie mięso. Widok stamtąd był przedni i lepszy nawet niż z okien czy przodu.

Co chwilę pojawiała się nowa atrakcja, a to wzgórze o nietypowym kształcie, wrzeszczące i machające dzieciaki, parujące pagórki, krowy na plaży, wioska na palach. Pejzaż marzenie.

Kto miał chętkę ten wlewał w siebie Lao Beer.

Chociaż naczytałam się o statkowych imprezowiczach i już w Luang Prabang takich poznałam, to mi podróż upłynęła wśród inwazji Niemców w średnim wieku.

 

Pak Beng

Łódż o zmroku dopłynęła do niesławnego Pak Beng. Banda krwiożerczych hotelarzy rzuciła się na mnie zaraz po dopłynięciu, wybrałam nocleg za 200 baht w Syvang Guesthous co okazało się porażką. Na pace tuk tuka zawożącego do tego przybytku znaleźli się jacyś Amerykanie z gatunku zrytych, jedne drugiego pouczał: Mam nowy narkotyk! Melatonina! – Ja biorę diazepam!( czy jakoś tak). Na o ten pierwszy: Ale melatonina jest naturalna! Diazepam to ciężki narkotyk! Po czym łypie z wyższością okiem znawcy na diazepamowicza. tamten: Melatoniana pierwsze słysze….

Właścicielowi hotelu źle z oczu patrzyło. Od początku był zły znak i go zignorowałam,  ciepłej wody nie uświadczyłam,  a jak się okazało rano ktoś ukradł  moje adidasy. Samo szczęście. Dopiero później przeczytałam w internecie, że Pak Beng jest znane z kradzieży. Wymeldowałam się z hotelu oddając klucze do ręki pracownikowi w kuchni.  Ale to dopiero był początek. Byłam już na łodzi kiedy hotelarz przybył w asyście dwóch chłopków żądając 500 baht za rzekomo ni oddany klucz.  Powiedziałam mu żeby wyp****. Nie dość, że ktoś mnie okradł, to jeszcze będzie mi wmawiał nie wiadomo co. Nie wspomnę, że współtowarzysze podróży zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć. Jeszcze chwilę mi pogroził po czym znikł. Za pół godziny powrócił ze swoimi kompanami grożąc, że jak mu nie zapłacę to  lodź nie odjedzie. Niemcy się zgodzili ze mną że to skam, ale mówią zapłać, zapłać. Nie dziwie się ludziom, że nie chcą mieszkać w Niemczech, bo to kraj gdzie robi się to co reguły nakazują. Ponownie wysłałam hotelarza do diabła. Już nie wrócił.

Drugi dzień na łodzi

Drugiego dnia z Pak Beng wypływały aż 3 łodzie i się trochę rozluźniło. Kto nie miał biletu na dalszą podróż mógł go kupić od biletera na statku. Standard też był do wyboru i udało mi się trafić na łódź z rozkładanymi siedzeniami, o niebo wygodniejszą niż wczorajsza. Pozostała podróż upływała w strugach deszczu, jako, że niektórzy się buntowali, że im pada i mokną to zasłonięto cały widok niebieską płachtą. Przeniosłam się wtedy na tylną burtę. Tam było rozpalone palenisko, tam był świetny widok i genialna atmosfera.

Końcówka okazała się błotna. Przystanek końcowy jest z 10 km za Luang Prabang. Najpierw trzeba się było wytaszczyć z ciężkim ładunkiem po wąskiej desce na błotnisty brzeg Mekongu, gdzie cudem unikając poślizgu weszłam na dość długie schody, co jest maskarą dla kogoś kto ma walizkę i problemy z kręgosłupem. Jeśli takie macie to lepiej się dwa razy zastanowić przed podróżą slow boatem.

Czy warto?

Zdecydowanie! Te widoki są warte wszystkiego, atmosfera na statku jest sympatyczna i zawsze możecie kogoś ciekawego poznać.

 

Praktyczne informacje w  skrócie

  • Łodź w skrócie. Czas podróży, dwa dni od 11h ( może być opóźnienie) do zmroku, przystanek w Pak Beng, drugi dzień od 9h do 17h
  • Cena tuk tuka z przystani w Luang Prabang do centrum 20 000kip
  • aktualna cena  za łodź na przystani grudzień 2017 – 105 000 kip
  • Dzieci muszą płacić jak dorośli.
  • cena w agencji w Chiang Mai 1800 baht -2300 baht, w cenie wszystkie przejazdy i jeden nocleg w Chiang Kong
  • Cena agencji za speed boat przez agencje 2600 baht
  • nocleg w Little Hostel – 6 USD
  • najniższa cena jakie usłyszałam za nocleg w Huai Xau 40 000 kip, chociaż w internecie czytałam o takich za 1 USD, ale z pluskwami w gratisie

Ceny jedzenia

  • croissant w Huai Xai 6zł
  • ryba grilowana  15 000 kip
  • piwo w Huai Xi od 10 000 kip

Strona Green busa

Za Green Busa można zapłacić przez internet albo zeskanować kod i zapłacić w sklepach 7/11.

Autobusy do Chiang Kong odjeżdżają z dworca Arcade w Chiang Mai

slow boat laos
Krowy na plaży. Czy to nie jest piękne?

    slow boat laos

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu