Pokhara – przystanek między niebem, a ziemią

Pokhara – przystanek między niebem, a ziemią

Pokhara w przeciwieństwie do tonącego w tumanach kurzu Katmandu od razu skradła moje serce.
Malowniczo położona nad spokojnymi wodami Fewa Lake, otoczona górami stanowi doskonałe miejsce wypadowe do masywu Annapurny i do zaginionego królestwa Mustang.
Sam ośmiotysięcznik Annapurna uchodzi za jeden z najtrudniejszych do zdobycia.  Aż 1/5 śmiałków którzy usiłowali się na niego wspiąć zginęła.

Dzięki położeniu 800 metrów nad poziomem morza w Pokarze jest cieplej niż w Katmandu i jako, że jest też mniej turystycznie ceny są niższe. Od lat uwielbiana przez backpackersów i hipisów ostatnimi czasy przeżywa nalot chińskich turystów. Tłumnie ściągają tu miłośnicy trekkingu, medytacji i jogi.

W Pokharze w grudniu jest już poza sezonem, więc centrum świeci pustkami. Samo miasto jest spokojne, brak w nim wielkich atrakcji, za to urzeka pięknem niezwykłych krajobrazów. Czas poza trekkingiem i sportami spędza się tu w barach i restauracjach na mniej lub bardziej ważnych dyskusjach.
Większość turystów zatrzymuje się w dzielnicy Lakeside, w której hotel stoi na hotelu.Za swój nocleg w guesthousie zapłaciłam 4 dolary ( ze śniadaniem!)

Pokhara Fewa Lake

Fewa Lake i świątynia Barahi ( Varahi Mandir)

Decyduję się na wędrówkę na szczyt pobliskiego wzgórza Ananda, gdzie znajduje się górująca nad miastem buddyjska stupa. Shanti stupa znaczy tyle co pokojowa stupa i  została postawiona przez Japończyków stosunkowo niedawno, bo w latach 70. XX wieku .
Najszybszą drogą jest przeprawa lokalną łódką z przystani z kolorowymi czółnami na Lakeside. Już na jeziorze dogaduje się z kierowcą łódki, że za niewielką dopłatą zawiezie mnie na wyspę z niewielką kamienną świątynią Tal Barahi Temple. Oszczędzam na tym kilkadziesiąt rupii, które dodatkowo musiałabym uiścić w kasie.  Nepalczyk całe swoje życie zajmuje się pływaniem łódką i opowiada mi historię poświęcone jednej z inkarnacji boga Vishnu świątyni która sięga XVIII wieku. W między czasie wspomina jak jego syn wyjechał na studia i zarobek do Londynu. Ale czy można porzucić codzienną ucztę dla oczu na rzecz widoku szarej niekończącej się zabudowy szeregowej i  podskakujących z nerwów kasjerek z Tesco?

Pokhara Fewa Lake

Pokhara Varahi Mandir

.

Znak Pokoju

Po krótkiej wizycie w hinduistycznej świątyni dopływamy do celu i rozpoczynam wędrówkę po omszałych głazach i śliskich stopniach nierównych schodów w górę. Na wzgórzu jest o wiele bardziej wilgotno niż w dolinie i lata mnóstwo kolorowych motyli.
Po męczącej jak na trekingową dziewicę wędrówce docieram na szczyt, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Dolinę Pokhary.

Shanti Stupa jest jedną z dwóch stojących w Nepalu stup pokoju. Druga stoi w Lumpini, miejscu narodzenia Buddy. Na całym świecie jest ich obecnie ponad osiemdziesiąt. Pomysł zrodził się z inicjatywy japońskiej organizacji buddyjskich mnichów Nichidatsu Fujii, która promuje pokój na świecie. Pierwsze pagody  stanęły w Nagasaki i Hiroshimie po tragicznym wybuchu bomb atomowych.

Pokhara – wzgórze Ananda

 

Pokhara – Pagoda Pokoju

Pokhara Pagoda Pokoju

Pokhara Pagoda Pokoju

Podczas gdy górna część pagody jest oblężona przez turystów, w dole odbywa się medytacja przy akompaniamencie śpiewu/mantry, którego rytm wyznacza uderzenie bębnów.
Wokół świątyni nie brakuje kafejek i pensjonatów z widokiem. Po krótkiej regeneracji na szczycie ruszam drogą przez góry do jaskini Gupteshwor Mahadev. Droga jest niestety asfaltowa i co chwilę podjeżdżają nachalni  taksówkarze.
Trochę nieswojo czuje się idąc sama przez góry. Mijam domy kolorowe domy i nielicznych tubylców. Google maps nie działa, więc zdaje się na intuicję.
Po drodze do jaskini witają mnie  okrzyki Namaste! – nepalskie powitanie. W dokładnym przekładzie znaczy ono:
Pozdrawiam boską część twojej istoty! Starsi ludzie wypowiadając je składają  ręce i kłaniają się do przodu. Chyba jeszcze nigdy nikt mnie nie witał tak gorąco i w takiej liczbie!
W końcu docieram do celu.

Zobacz objawienie bogów w Jaskini Gupteshwor Mahadev

Spiralne wejście do jaskini zostało udekorowane zmysłowymi rzeźbami przywodzącymi na myśl hinduską Kamasutrę. Poświęcona Shivie jaskinia jest jedną z najważniejszych destynacji hinduistycznych pielgrzymek.
Jaskinia ma 3 kilometry długości, jednak obecnie (2016) jej spora część jest zamknięta z powodu renowacji. Przy wejściu roztacza się męczący zapach przygniłych podziemi.  Wewnątrz poza świętymi statuami widzę wiele interesujących formacji skalnych. Niezwykłe nacieki są uważane przez Nepalczyków za wyobrażenia bogów.
Naprzeciwko znajdują się wodospady Devi, ale żeby do nich dotrzeć trzeba wyjść z jaskini i przejść na drugą stronę ulicy.
Jest  jednak za późno, zbliża się wieczór,kasy są już zamknięte. Zapada zmrok a ja postanowiłam dotrzeć pieszo do Lakeside. Wracam po nieoświetlonej drodze, mijam krowy wolno stąpające po poboczu. W sumie to czemu tylko psy i koty mają mieć monopol na beztroskie szwędanie się przy drodze?

Na trasie  do centrum jestem jedyną białą, ludzie przyglądają się z zaciekawieniem, dostaję jedną propozycję randki.  Lovelasa odsyłam na poszukiwanie szczęścia do internetu. Po wędrówce, która zdaje się być niekończąca docieram  w końcu do turystycznego serca miasta, gdzie spotykam Anglika który od dwóch tygodni jedzie na rowerze z Dheli.
Dave wygląda jak cień człowieka, twierdzi, że wykończyło go hinduskie żarcie.

Jaskinia Gupteshwor Mahadev

                                    

Jaskinia Gupteshwor Mahadev

Jak pierwszy raz poleciałam zamiast spadać

Kiedy byłam dzieckiem cały czas śniło mi się, ze spadam. Upadek był intensywny do tego stopnia, że jestem pewna iż jeżeli istnieje reinkarnacja, to poprzednie wcielenie zakończyłam roztrzaskując sobie łeb o beton. Do dziś mi się to śni.
Później, kiedy byłam nastolatką chciałam skoczyć ze spadochronem, ale słabe zdrowie mi to uniemożliwiła raz na zawsze.
Dziś w momencie, gdy wzbijam się w przestworza wraz z Trisą z Sunrise Paragliding jest zupełnie inaczej. Przy starcie Trisa pyta czy się boję. Unosimy się na niebie jak ptaki, czuję tylko lekkość powietrza, o żadnym spadaniu nie ma mowy.
Nie boję się. Mogę zostać już na zawsze w takim stanie. Dziwię się kiedy instruktorka mówi mi, że znajdujemy się na wysokości 1 kilometra. Poczucie wielkiej wysokości nie znikło, ono się w ogóle nie pojawiło. Chyba nie ma lepszego miejsca na Ziemi na rozpoczęcie przygody z paralotniarstwem niż spektakularne otoczenie Pokhary.

Trisa jest instruktorką już od 8 lat i jak na razie jest jedyną kobietą w Pokharze która wykonuje ten zawód. Z racji ograniczeń nałożonych przez miasto paralotnie dla turystów mogą startować zaledwie 3 razy dziennie. Rano warunki są niesprzyjające i można polatać maksymalnie około pól godziny, później w zależności od wiatru około godziny.

 

Pokhara paralotnia

Pokhara

Podróż za jeden… zacisk zębami

Chodź Pokhara leży zaledwie 200km od Katmandu to podróż autobusem telepiącym się po wyboistych górskich drogach zajmuje cały dzień. Niekończące się przystanki w obskurnych jadłodajniach, siedzenia wygodne jak wyciąganie skarpetek zza kaloryfera, 4h opóźnienia po drodze. Tak wygląda podróż po Nepalu. Sąsiad z przedniego siedzenia wspomina jak ostatnim razem kamienie leżały na drodze i autobus stanął na 10 godzin.  Pamiętajcie o tym jeśli wracacie do Katmandu na samolot do Europy. W alternatywie stoją lokalne linie lotnicze oferujący półgodzinny rejs samolotem w cenie ledwo 130 dolarów.  Bo cóż to jest dla tych bogatych obcokrajowców! Szefostwo zdzierczych lini lotniczych wykazuję się przy tym wyjątkowym rasizmem oferując te wspaniałomyślne ceny wszystkim poza Nepalczykami i Hindusami. Jak poinformował mnie pracownik Air Budda taką politykę cenową prowadzą już od kilkudziesięciu lat.

Jakby tych złośliwych psikusów było mało to autobusy dla turystów odjeżdżają nie wcześniej niż 7-9h rano, toteż cały dzień jest stracony. Udało mi się dowiedzieć, że jedyny nocny autobus jest lokalny, tzn. spodziewajcie się dziecka na kolanach i trzech osobach półleżących na was . Podróż nim jest o parę godzin dłuższa i z uwagi na tragiczny stan nepalskich dróg niebezpieczna.

Na szczęście na tą transportową bolączkę istnieje remedium praktycznie nieznane turystom. Lokalne minibusy odjeżdżają co kilkadziesiąt minut od 5h rano z Nayabazar Road ( przy skrzyżowaniu z Phewa Marga)- kierowcy sami będą was zaczepiali. Jeśli wszystko pójdzie dobrze będziecie w Katmandu na 13h. Koszt to około 350 rupi.(2016)

Pokhara Lakeside

Pokhara Lakeside

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *