Phnom Pnemh – w najgorszym mieście Azji

Zwiedziłam Phnom Pnemh i się załamałam. Nie tylko dla tego, że kurz mi się sypał do oczu, a wszechobecne obraz nędzy i niósł się po mieście.

Przeżyj to sam! Masowe groby i straszne więzienie. Tylko 6 USD!

Czerwoni Khmerowie teleportowali swoim krwawym reżimem Kambodżę o kilkaset lat do tyłu. Dla tych co nie wiedzą: Partia niejakiego Pol Pota, chłopaka ze wsi, który studiował w Paryżu i tam zapoznał się z doktryną dobroczynnej komuny, wykorzystując utratę władzy przez króla sama przejęła władzę. Ten z kolei licząc na odzyskanie korony poparł komunistów, którzy go w efekcie tak go wycyckali, że teraz jest jest ozdobą, a nie władcą. Lud jednak poszedł za królem. Partia uwiedziona ideą komunizmu postanowiła zrobić z Kambodży kraj stuprocentowo rolniczy. W tym celu wyrżnęli wszystkich którzy nie pasowali do tej sielankowej idylli.  Do raju nie mogli trafić mieszczanie, a nawet okularnicy, gdyż ci wyglądali na mądrych i oczytanych, a takich komunie nie potrzeb. Za delikatne dłonie? – na tortury go- element pasożytniczy niezdolny do pracy w polu! Partia ta była takim kuriozum, że ujawniła  swoje istnienie w drugim roku sprawowania władzy!!! Phnom Pnemh wysiedlono, mieszkańców albo potraktowano motykami po łbie, tudzież liściami bambusowymi podrzynano ich  gardła, co by się cenna amunicja nie marnowała. Następnie zakopano w masowych grobach. Czasami wrzucano ciała do jam w dołów w jaskiniach. Pozostałych wysłano do roboty w polu. Bibliotekarze orali po 17 godzin dziennie, bankierzy gołymi rękami pola obrabiali i tak trwała sielanka. Raj nie mógł się obyć bez wyrzeczeń, ryż odsyłano do bratnich w komunie Chin, aby posypały amunicją, i bronią. A mieszkańcom nowego świata nie dano nawet smażonych robali zjeść, surowe co najwyżej i żeby broń boże jakiś strażnik raju nie przyuważył. Mieszkańcy raju wariowali z głodu, czytałam nawet doniesienia, że grupa desperatów ciężarną kobietę zabiła, a płód wyrzuciła i wnętrzności zjadła. Odsiew elementu nieprzystosowanego wyniósł w ciągu 4 lat sielanki 2-4 miliony, w tamtych czasach była to około połowa ludności Kambodży. Za element uznawano też wielu Czerwonych Khmerów. Zdrada się czaiła wszędzie! Każdy mógł chcieć zniszczyć raj! Dla nich otwarto placówkę w dawnym liceum, gdzie w wyrafinowany sposób wydobywano z nich zeznania, obciążające kolejnych zdrajców.. Dziś to Wiezienie S- 21 jest główną atrakcją Phnom Pnemh.

Innych zabijano na tzw Polach Śmierci.  Atrakcja nr 2.

Reżim zakończyło wkroczenie wojsk Wietnamu.  Pol Pot ukrywał się w dżungli, gdzie zmarł na atak serca, czytaj: prawdopodobnie otruty, pozostali umarli ze starości, albo wrócili do domów, niektórzy grzeją tyłki w rządzie, co pechowsi są sądzeni za zbrodnie wojenne. W Tej historii dziwią mnie tylko dwie rzeczy:

1.Jakim cudem kilku chłopków zdobyło taką władzę i utworzyło tak potężną machinę terroru, kto za tym tak naprawdę stał.

2.Jakim cudem tyle osób płaci tym mordercom za oglądanie miejsca, gdzie zabijali; Czy to faktycznie hołd dla pamięci ofiar i refleksja nad kondycją ludzkości sprawia, że te dolary płyną do Czerwonych Khmerów, którzy nadal są w rządzie?  Czy jakby Polską Niemcy rządzili i część strażników z Auschwitz w rządzie była , i trzepali kasę za bilety do Oświęcimia, to  byście stali w kolejce? Czy zapłacilibyście jakby posłem na wiecznym stanowisku był Ukrainiec, który kobiecie ciężarnej wyciął nożem płód, za to żeby przespacerować się po wiosce Wołyń i poczuć świeżą krew w powietrzu, a potem piosiczyć na kondycję ludzkości?

Nie było by to takie złe, gdyby rządzący inwestowali w ten nieszczęsny kraj. Nie ma co ukrywać, ale wpływy z turystyki w Kambodży małe nie są. To bardzo turystyczne państwo, i jest na dobrej drodze do stania się drugą Tajlandią. Widać to po Siem Rep. Szkoda tylko, że rząd jest bardziej zainteresowany, żeby robić sobie dobrze a nie obywatelom.

W stolicy buduje się bez ładu i składu, a władza robi co jej się podoba, np. parę lat temu z jeziora leżącego 3km od centrum miasta skorumpowani urzędnicy  wysiedlili 20000 ludzi spychając w ich totalną nędzę.  Teraz ma powstać kolejna inwestycja- ING City, futurystyczna wizja miasta, i ponownie tysiące zostaną pozbawione swoich lichych domów i źródła zarobku.

Seks z dziećmi

W Phnom Pnemh, którego główną atrakcją dla turystów są miejsca tortur i masowych egzekucji ciężko o przyjemności. Są też tacy turyści którzy swoją przyjemność łączą z o co najmniej 40 lat młodszymi kobietami, a nawet o zgrozo z dziećmi. Sex with child is a crime. Wszędzie wiszą takie napisy. I dobrze. Na deptaku zagadała do mnie dziewczynka, swoim łamanym angielskim przedstawiła się i powiedziała, że ma 9 lat. Pewnie chciała poćwiczyć język. Tak zaczynał najbogatszy człowiek Chin, założyciel Aliexpress Jack Ma. Chodził za turystami i nawijał. Potem studiował anglistykę by zostać nauczycielem. Kariery nie zrobił. Ani w tym ani w żadnym innym zawodzie, gdzie trzeba robić na kogoś. Dziś wspomina: Kiedy KFC przybyło do Chin zatrudnili 23 z 24 chętnych. Ja  byłem tym jedynym.  Potem pojechał do USA, gdzie poznał nowy wynallazek Internet. Wynalazek o którym mówiono, że to tylko ciekawostka. Ma miał nosa. Po powrocie zaczął zakładać ludziom strony internetowe. Oczywiście nie znał on ani linijki kodu. Zatrudnił tych, którzy znali. Potem założył stronę, na której pewnie jakaś część z nas robi zakupy, z dostawą prosto z Chin. A przynajmniej przegląda nudząc się w pracy.

Mam nadzieję, że ta 9-ciolatka  też kiedyś zostanie najbogatszą kobietą w swoim kraju.
Kiedy tak spacerowałyśmy deptakiem przez jakąś godzinę nie zliczę ile osób posłało mi mordercze i nieprzychylne spojrzenia. Choć byli tez tacy co słysząc rozmowę śmiali się i przyjaźnie przyglądali. Potem powiedziała, że jest z babcią. Poszliśmy do niej. Siedziała na murku nad Mekongiem i jak się okazało w najlepsze była zajęta plotkowaniem.

Jednak chyba odechciało mi się gadania z dziećmi w Kambodży. Wiem, ze to problem, ale nie każdy kto rozmawia z dzieckiem zaraz je zgwałci.
Dzieci w Kambodży jest bardzo dużo, Khmerowie o antykoncepcji chyba jeszcze nie słyszeli.
Widzi się je wszędzie samopas, na ulicach, w zakamarkach, bawią się, kopią piłkę, i śmieją, żebrają, pracują. Często też widać najmłodsze ganiające na golasa.

Boring

Wieczorem poznałam Christine, Francuzkę z Prowansji, która była pierwszy raz w Azji i tak ją zadziwiły te pary, typu ledwie chodzący stary dziadek i młoda Khmerka, że aż chciała o nich zrobić projekt fotograficzny. Kto był w Wietnamie i Tajlandii wie, że to standardowe obrazki. Podobny projekt już powstał. Znany angielski fotograf Martin  Parr,  pojechał do Stanów do miejscowości Boring ( Nudno) i robił zdjęcia znudzonym parom.
W Phnom Pnemh to dopiero jest boring. Od widoku starych dziadów i znudzonych panienek czekających na każdym tarasie, aż jakiś pryk się nimi zainteresuje odechciewa się  wchodzenia do jakichkolwiek przybytków.

Khmer food??

Jestem łatwa jako klient, nie trzeba mi tańczącej golizny, darmowego alkoholu, ani darmowego żarcia. Wystarczy darmowa herbata. Ale nie byle jaka. Ma być zielona i parzona z liści. Taką zapewnia garkuchnia przy Muzeum Narodowym. Stawiają imbryczki na stole, i donoszą nowe po zużyciu. Mają dwa menu i dwie różne pory. Jedno menu drukowane dla obcokrajowców, i drugie menu ( lunchowo-poranne)pokazywane, na to co się znajduje w gablocie. O połowę tańsze od tego dla turystów. Oczywiście o nim nie wspominali, sama widząc pchających się ido ga .bloki i zglądająych do wielkich garów Khmerów się dopytałam wymuszając nieśmiałą odpowiedż: Ale to jest przecież Khmer food!!!  ( + spojrzenie WTF??? co ta biała chce, przecież to khmer food…) Jakbym przynajmniej przyjechała, aby jeść pizzę i burgery. W gablocie same frykasy,  w azjatyckim stylu. Znam z nazwy tylko żaby, był tam też ryż z warzywami. Plus jakieś niejadalne dla mnie.Pod stołami zawsze stały kosze i poniewierały się niezliczone ilości serwetek. W nędznym pejzażu Phnom Pnemh nawet mnie to już nie raziło. Od razu poznałam, że to dobre miejsce, stolików było dużo i zawsze zapełnione lokalsami, biali rzadko siadali, czasami jak dopiero widzieli innych białych, Żarło poranne było znośne, zaś wieczorne wyborne, np małże w sosie tamarynowym. Raz chciałam umyć ręce, zaprosili mnie na zaplecze, za które robił tył kamienicy wyglądający jak zaraz po wojnie, wszytko zdewastowane, rozypujące się mury, gotowali w podwórzu.

Brudno

Kolejny problem to wszechobecny brud. Można być biednym i czystym, ale nie w Kambodży, śmieci walające się po drodze, po chodnikach, po trawie, po rowach. Śmieciarzy widziałam, więc jest jakieś działanie. Nawet więcej widziałam wielokrotnie zraszarkę podlewającą
przyschnięty pas zieleni. To jeden z niewielu przykładów dbałości o dobro publiczne przez skorumpowany rząd, sterowany przez Wietnam i
co warto pamiętać z wieloma Czerownymi Khmerami, który po upadku ich chorego systemu zdołali się przebranżowić na nową państwowość.

Minusy dodatnie

Po bolesnej podróży autobusami i tuk tukami po wertepowych drogach musiałam znaleźć środek przeciwbólowy. W Tajlandii za listek 40 zeta, za opakowanie 200. Chuj z nimi. Szukanie okazało się prostsze niż u sąsiadów. Nie dość, że znalazłam w czwartej aptece, to jeszcze w przyzwoitej cenie. Tu wielkim kuriozum są apteki. We wszystkich panuje temperatura z ponad 30 stopni, a leków w tak wysokiej temperaturze się nie przechowuje.
Czy temu wykitowała dwójka turystów po środkach na sraczkę tego nie wiadomo. Dwudziestoparolakowie poszli spać i już nie wstali.
Dowiedziałam się o tym już po tym jak wykpiłam mój środek przeciwbólowy. Przeżyłam, kosztował tylko 2, 5 dolara, to o kilkanaście  razy taniej niż w sąsiedniej Tajlandii. Tak się cieszyłam z tej ceny, że nie przejęłam się tym, że miał wypisane na opakowaniu, że to próbka dla lekarza nie do sprzedaży. Są i minusy dodatnie. Zaś plus plusowy to brak konieczności posiadania recepty. Za to środki nasenne zapakowali mi w liczbie trzech sztuk, do worka strunowego, mam nadzieje, że mnie nie aresztują za to w innym kraju, bo wygląda to jak narkotyki

Po drugiej stronie rzeki

Dwa razy się przeprawiałam przez rzekę na drugą stronę miasta. Po raz pierwszy mostem, za którym w strasznym pyle stało nowoczesne rondo, z kamienną czterotwarzą znaną z Bayonu. Miasto po tamtej tronie wyglądało jak z gorszego świata. Po drugiej stronie Mekongu, w miejscu gdzie dociera się promem jest po prosu biednie, wręcz nędznie, ale o niebo sympatyczniej.
Ludzie jakby milsi, co trzeci powiedział mi Hello, Hello. Była tam jedna pylasta droga za którą pyszniły się zielone pola bananów, od niej dochodziły boczne również w banany.

Jest i światowe miejsce

To wielki deptak nad Mekongiem, lepszy niż w Nicei, tam wylegają wieczorem mieszkańcy żeby sobie pikniki urządzić, tam tańczą kobiety, a dzieciaki kopią piłkę. Tam wśród palm oplecionych światełkami można na chwilę zapomnieć o wszechobecnej nędzy. Czasem tylko można dojrzeć ludzi kąpiących się w rzece, wyciągającej rośliny.

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu