Pak Khlong Talat – targ kwiatowy w Bangkoku

Pak Khlong Talat – targ kwiatowy w Bangkoku

Piękno jest w ogrodzie efektem ubocznym. Wszystko kręci się wokół seksu i śmierci -tak rzekł Sam Llewellyn – brytyjski pisarz.

Zważywszy na fakt, że wiele kompozycji  pochodzących z Targu Kwiatowego  w Bangkoku pójdzie na buddyjskie ołtarze, to możemy dodać do tej mikstury cyklu życiowego odrobinę mistycyzmu. Tym się trochę różni tajskie podejście do kwiatów od tego znanego nam w Europie. My dajemy kwiaty ludziom, czy żywym czy umarłym, z reguły kochanym i lubianym ( a wiecie, że jest jeden kaktus, który nazywa się potocznie Fotelem Teściowej;). Tajowie bardzo często ofiarują kwiaty w świątyniach. Co ciekawe w tym kraju bardzo rozpowszechniona jest wiara w duchy. Tak oto, w listopadzie odbywa się wielki festiwal, który ma na celu udobruchanie duchów wodnych. Kładzie się wtedy na wodach rzek i jezior kompozycje kwiatowe..

Kwiaty na targu Pak Khlong Talat drażnią zmysły, oszałamiają intensywnymi zapachami, uwodzą oczy głębokimi fioletami, nasyconymi żółciami i jaskrawymi pomarańczami. Obłożone lodem, żeby mogły przetrwać męczące upały, występują w przeróżnych konfiguracjach lub są  rozsypane w chaotycznych konstelacjach.

A czego tu nie ma! Od wymyślnych kompozycji kształtem nawiązujących do tajskiej architektury przez naszyjniki i bransoletki z nagietków, aż po  rozkwitnięte gałązki dendrobiów. Targ jest czynny całą dobę i najwięcej ludzi przyciąga wieczorem i nocą. Naturalnie królują orchidee, w końcu są symbolem Tajlandii!

Przeznaczeniem Pak Khlong Talatu jest w dużej mierze hurt, więc spodziewajcie się bardziej giełdy kwiatowej aniżeli wystawy sztuki ogrodniczej. Najbardziej spodobała mi się atmosfera tego miejsca, z niespieszącymi się w układaniu kompozycji sprzedawcami, gdzieniegdzie  toczącymi warcabowe pojedynki.

 

 

Pak Khlong Talat – targ kwiatowy w Bangkoku

 

Krothongi, czyli kompozycje które są puszczane na wodę, aby przebłagać duchy wodne

 

Poke-flower

 

Wybierasz się do Tajlandii? Może zainteresuje Cię artykuł:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *