Most na rzece Kwai

Most na rzece Kwai

1 trup na 1 przęsło

Gdyby nie były jeniec obozu Francuz Pierre Boulle, który opisał jego okropieństwa w książce Most na rzece Kwai, świat by pewnie nie poznał historii budowy kolei śmierci. Kolei która pochłonęła 100 000 ofiar . Na jedno przęsło torów przypada jeden trup.

most na rzece Kwai

Most na rzece Kwai

Żeby wygrać  Anglikami w Birmie w 1942 Japończcy potrzebowali na gwałt zbudować połączenie między Tajlandią a Birmą. Połącznie, którego budowa normalnie by trwała 5 lat, a ukończono ją po roku. Dniami i nocami, po 18 godzin na dobę ponad 300 tysięcy par rąk karczowało dżunglę, drążyło skały, oblewało się potem, i spływało krwią. Piękni i młodzi stawali się żywymi szkieletami, a ich niegdyś jędrne ciała żarły żywcem tropikalne larwy. W upale słonecznym żarze sięgającym 38-40 stopni, w nieznośnym ulewnym monsunie. Ślepli od słońca, byli dziesiątkowani przez malarię i dengę. Byli jeńcami wojennymi i azjatykimi robotnikami. Jeńcy w liczbie 60 tysięcy pochodzili głównie z Holandii, Anglii, Stanów i Australii, 250 tysięcy robotników było z Indonezji. Pamięć i równo ułożone groby przetrwałą po zakładnikach wojny, o robotnikach, których było 4 razy więcej mało kto pamięta. Ich groby są masowe.Wspomnień żadnych albo niewiele. Zginęlo 20 % jeńców (12 399) i około 30% robotników (ok. 70 000-90 000)

Za ekwipunek do drążenia w litej skale i kopania służyły złamane łopaty i motyki, zaś ziemię i skurszone skały nosili w workach i koszykach, a wszystko to o jednej misce ryżu i niewystarczajacej ilości wody. Do tego brak było potrzebnego zaopatrzenia medycznego, ranni i chorzy na choroby tropikalne nie mieli większych szans przeżycia. Morderczej pracy wtórowały sadestyczne zapędy japońskich żołnierzy, którzy lubowali się w nieludzkim traktowaniu podwładnych.

Najgorszy był odcinek Przełęczy Ognia Piekielnego (Hellfire pass), gdzie w gęstej dżungli nie-do-przebycia musieli drążyć skały. Ich nocnemu znojowi towarzyszyło światło z płonących pochodni. Widok wychudzonych twarzy, tak oświetlonych, ogorzałych, upiornych w tym piekle na ziemi  dał nazwę temu miejscu.

Most na rzece Kwai , a w zasadzie 3 mosty, były wielokrotnie wysadzane przez Amerykanów i żadna z orginalnych drewnianych konstrukcji nie przetrwała do dziś. Po wojnie został zrekontruowany żelazny most.

Most na rzece Kwai

Most na rzece Kwai

Dziś w Kanchanaburi

W otoczneniu mostu rozstawione są kolorowe wózki z dymiącym jedzeniem i sklepy z pamiątkami. Pod mostem co chwile przepływa wielki dom-statek z ustawionym na full radosnym disco, a w jego rytmie podrygują Chińczycy. Dziś miejsce kaźni tysięcy ludzi jest miejscem festynu.

2 muzea w pobliżu mostu zostały poświęcone jeńcom i robotnikom. W barakach stylizowanych na te, gdzie przebywali pechowi budowniczowie oglądamy zdjęcia z życia obozowego. Tak podobnego do tych w Oświęcimiu, czy na Sybirze, Dopóki wyglądali dobrze pozwalano na fotografię, z późniejszych okresów zostały tylko rysunki i często są naprawdę makabryczne. Część jest z obozu w Singaporze, tym tak świetnie opisanym w Królu Szczurów.

W Kanchanburi, gdzie znajduje się most była baza z której rozwożono niewolników po różnych obozach. musicie wiedzieć, że kolej budowano z dwóch stron, z birmanskiej i tajskiej.W Miasteczku znajduje się cmentarz z holenderskimi jeńcami.

Most na rzece Kwai

Kanchanaburi cmentarz jeńców

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *