Marsylia- początki

Marsylia- początki

Marsylię się kocha albo się jej nienawidzi. .
Kiedy do niej przyjechałam był środek lata. O 1h w nocy wysiadłam z TGV i uderzyło mnie gorąco i duchota. Zeszłam po monumentalnych schodach  dziewiętnastowiecznego dworca Saint-Charles i zadałam sobie pytanie: Gdzie ja jestem??? To jest jeszcze Europa?? W okolicy dworca byli sami mężczyźni, i to w dodatku odziani w północonoafrykańskie tuniki.
Skierowałam się do przydworcowego hotelu mając nadzieje, że będzie tańszy niż to co znalazłam w internecie. Recepcjonista słysząc, że szukam taniego pokoju zaproponował jeden w cenie 20euro. Podejrzana cena! To bardzo tanio jak na Francję. Ale ok! Biorę!
Albo nie! Najpierw obejrzę! Pokój był w porządku, jednak toaleta znajdowała się na zewnątrz. TNie wierzyłam włąsnym oczom. Dziura w ziemi!  Pytam recepcjonisty czy ma pokój z normalną toaletą. Mówi,że tak. 4oeuro. Biorę bez wahania.
Wyszłam  na zewnątrz w poszukiwaniu pożywienia, i o dziwo udało mi się znaleźć  otwarty o tej porze spożywczak połączony z kafejką internetową.
Wokół zapełnione po brzegi tarasy kafejek na których nie siedziałą ani jedna kobieta.
Po drodze spojrzenia mężczyzn niemalże mnie gwałcą.  Te wygłodniałe oczy które nie znają szacunku dla kobiet. Gapią się tak jakby mieli na to licencje. Ohyda! Później się dowiaduje,że to normalka w 3 dzielnicy Marsyli, mieszkają tu  sami Arabowie. W dodatku przyjechali z Afryki za pracą, a kobiety zostały na miejscu lub ich wogóle nie ma.
Następnego dnia idę nad morze. Mojej drodze wtóruje ryk skuterów. Są wszędzie. To zdecydowanie najpopularniejszy środek lokomocji w tym mieście, gęsto przetkanym wąskimi ulicami.
Mijam słynny Stary Port i budynki o architekturze jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Styl europejski miesza się tutaj z orientalnym.
Kiedy docieram do celu urzeka mnie kolor Morza Śródziemnego, jest piękny i bardzo głęboki, dosłownie lazurowy.
Światło tu pada pod innym kątem i sprawia, że wszystkie kolory są dużo bardziej intensywne.
Nic dziwnego, że Van Gogh przeprowadził się do pobliskiego miasteczka Arles, żeby tam namalować swoje najsłynniejsze płótna.
Zostanę w  jeszcze niemalże rok. Jest 28 lipiec 2012.

Vanessa WZ Photos all rights reserved (5)

Vanessa WZ Photos all rights reserved (1)

Nie ma tu grama Photoshopa, wręcz bym powiedziała że aparat sobie nie poradził z czerwienią, bo w rzeczywistości była o wiele bardziej intensywna

Vanessa WZ Photos all rights reserved (2)

Vanessa WZ Photos all rights reserved (3)

Taki miałam widok z okna

IMG_5265

Fort Saint-Nicolas

Vanessa WZ Photos all rights reserved (4)

Widok ze schodów dworca

Vanessa WZ Photos all rights reserved (6)

Słynne marsylskie mydło

Vanessa WZ Photos all rights reserved (8)

A to schody przed dworcem Saint Charles. Nie kupujcie żadnych marokańskich używek w okolicach dworca, gdyż łatwo trafić na podróbkę;)

Vanessa WZ Photos all rights reserved (7)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *