Małpia inwazja, czyli jak przeżyłam atak makaków w Krainie Awatara

Małpia inwazja, czyli jak przeżyłam atak makaków w Krainie Awatara

 

Stare chińskie powiedzenie mówi, że dobry dzień na chodzenie po górach to deszczowy dzień. Akurat tego dnia lało jak z cebra. Hordy turystów normalnie  szturmujące góry w chińskiej miejscowości Zhangijaje aka Krainę Awatara zostały w hotelach. Nieliczni pasjonaci natury nie dali za wygraną i poszli po nadzieję na ulotne odłonięcie mgły z nad postrzępionych skalnych maczug.
Park Narodowy Zhangijaje znany jest już od wieków jako główna inspiracja malartwa chińskiego. Z całą jego tajemniczością, niedopowiedzaniami niezwykłego skalnego pejzażu skrytego w chmurach.

Pnąc się powoli pod górę po niekończących się schodach mijałam małpi gaj. Nie karmić małp! Tak grzmiały już od wejścia napisy umieszczone w parku. Co jest rzadkością w Chinach także po angielsku.

Nagle coś zaszelściło i skoczyło na stopnie. Był to włochaty makak, podejrzanie spokojny, który zaczął paradować przede mną. Wystarczyło, że stanęłam na chwilę, a poczułam zaraz jak coś szarpie za mój plecak od tyłu. Bydlę usiłowało go zerwać. Odganiłam złośliwą małpę, a jej kolega-model przybrał minę niewiniątka. Nie ma to jak praca zespołowa! Na drzewie obok dostrzegłam ich przemoczonego do ostatniego kłaka nieletniego potomka.

Chiny co warto

Kilkadziesiąt minut później  pod schroniskiem wyrzucałam opakowanie po drożdżówce do kosza. Wtedy zjawiły się2 pokaźne samce. Kiedy tylko oddaliłam się od ludzi nagle  jeden z nich wyszczerzył zęby, po czym na mnie skoczył w ataku, ale zdzieliłam go w porę otwartą parasolką. Musiał się pospiesznie ewakuować.
Te włochate diabły słodko wyglądają tylko na zdjęciach. Zabiłyby za obietnicę batona.
Deszcz padł coraz mocniej, a mgła gęstniała z każdą sekundą. Mówi się, że w takie dni nic nie widać w górach Zhangijaje. Tymczasem okazuje się, że to lekcja cierpliwości. Wystarczy chwilę poczekać,  popatrzeć na białe jak mleko chmury, żeby zobaczyć jak w kilka sekund rozpływają się ukazując oczom boski pejzaż.  Zniknie on bardzo szybko opatulony przez kumulusy. .
Woda ściekała po skałałach, a z biegiem dnia wątłe wodospady zmieniały się w rwące Niagary. Było mi coraz zimniej. Tak zacinało, że parasolka się wydawała bezużyteczna, a zimowa kurtka przemokła mi do suchej nitki. Musiałam coś zjeść. Na tarasie widokowym byłam sama, para Anglików ulotniła się stamtąd parę dobrych minut wcześniej. Już od co najmniej 2 godzin nie widziałam żadnego włochatego paskudztwa.  Rozejrzałam się dorze wokoło. Teren czysty! Wyjęłam drożdżówkę. Nie minęła minuta, a zjawiła się małpa, 2 małpy, 3  małpy, 4 małpy. Jak w Ptakach  Hitchckoca.  Od razu wycelowałam w nie parasol. W tym momencie jak spod ziemi wyrosła  dwójka turystów patrząc się z pogardą, jak mogę tak źle traktowac te niewinne zwierzęta.
I znowu na wystrzępionych skalnych górach przez ułamek minuty można było dostrzec formy skalnych bonzai, wygiętych w finezyjne kształty lub całkiem proste sosny tak dobrze znane z obrazów chińskich mistrzów. Tymczasem makaki napadły na kosz na śmieci i  toczyły zażarty bój o wyrzucony papierek.

blog o Chinach

Makaki w Zhangijaje

 

Mokro do granic możliwości. Palmy i paprocie skalne  błyszczały od deszczu w gasnącym świetle dnia. Na schodach wiodących do baru tlenowego i zamkniętych kas przy wyściu u podnóża góry nie było już żadnych małp. Resztka opuszczających park narodowy turystów pozowała do zdjęć w ogrodzie na tle gór.  Chinka idąca  z koleżankami przede mną wyjęła jabłko. Sekundę później z drzewa zeskoczył ukryty w jego koronie makak i wyrwał owoc.  Dziewczyna nawet się ucieszyła, w końcu można było zrobić zdjęcie słodkiej małpce.

Zhangijaje Kraina Awatara     

blog podróżniczy Chiny

Zgangijaje Kraina Avatara

blog o Chinach

 

Kraina Avatara

blog o Chinach

Makak Chiny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *