Raj odnaleziony- Laos

Raj odnaleziony- Laos

Laos to nie miejsce. Laos to stan umysłu.To prawda co mówią. Że więcej zobaczysz u jego sąsiadów. Nie mówią jednego – że więcej u nich nie poczujesz…

Luang Prabang

Dawna stolica Laosu to miasto zatopione w zieleni pośród gór. Miasto położone nad Mekongiem, rzeką – matką 5 krajów. Miasto gdzie nie czuć miastem.. W powietrzu unosi się tylko chill out. Laotańczycy to wspaniali ludzie, pełni wewnętrznego pokoju. W ich kraju brak jest rozwiniętej cywilizacji, stresu, pogoni za coraz to nowszymi samochodami czy telefonami, za to mnóstwo tu organicznego jedzenia i egzotycznych roślin pleniących się po każdym wolnym kącie. W Luang Prabang czas toczy się w takim tempie jakby w ogóle nie istniał. Bo i gdzie się tu spieszyć skoro nie ma biurowców, korporacji ani uciekających tramwai? Mieszkańcy się szanują i pracują tylko tyle ile chcą, a nie ile muszą. Często można się spotkać z postawą nierozumianą przez Polaków, otóż taki Laotańczyk jeśli mu się nie chce to woli nic nie robić, niż wykonać pracę i zarobić.

Jak na miasto z Listy Światowego dziedzictwa UNESCO przystało Luang Prabang  pyszni się wspaniałymi świątyniami. Najważniejszymi są szesnastowieczna Wat Xieng Thong, która była miejscem koronacji królów i  osiemnastowieczna Wat Khili, której nazwa oznacza Złotą Górę.

Wystarczy tylko przejść na drugą stronę Luang Prabang po bambusowym moście by poczuć się jak na wsi. Kury biegają wszędzie, mnisi wędrują bez pośpiechu, jakaś  para turystów czeka na miksującego się shake’a z dojrzałych owoców mango.

Ukochane przez backpackersów z całego świata Luang Prabang kusi nie tylko bogatą bazą noclegową na każdą kieszeń, bo musicie wiedzieć, że niemal każdy budynek w centrum został przerobiony na guesthouse, ale i intensywnym życiem nocno-towarzyskim. Czy to w barze, kafejce, restauracji, na ulicy, na stojąco, na siedząco, na półleżąco do białego rana toczą się dyskusje podróżników.

 

Utopia

Od poznanego w  saunie ziołowej Kanadyjczyka, który w Luang Prabang znalazł nowy dom dowiaduje się o legendarnym barze Utopia.  Już następnego dnia relaksuje się na jego tarasie z widokiem na dopływ Mekongu i góry. ‘ Utopia’ nie bez powodu ma opinie miejsca kultowego. Z własnym boiskiem do siatkówki oraz  tysiącem historii opowiadanych przez backpackersów oferuje wszystko czego potrzeba do szczęścia w podróży.. Można tam bywać w każdy dzień i się nie  znudzić, w południe poczytać książkę a wieczorem się pobawić.

laos ciekawe miejsca

Taras Utopii. Luang Prabang

Rejs po Mekongu

Uroda Luang Prabang i brzegów Mekongu zaspokoi najwybredniejsze oko.  Liczne agencje turystyczne i przedsiębiorczy Laotańczycy oferują pływanie łodzią po rzece. Warto wiedzieć, ze jednym ze sposobów dotarcia do miasta jest dwudniowy rejs łódką po rzece, który zaczyna się w tajskim mieście Huay Xai.

laos ciekawe miejsca

Luang Prabang. Mekong

Jaskinie i wodospady

Dzień zaczęłam od rejsu po otoczonym mglistymi zielonymi górami otaczających Mekong i od  zwiedzenia krasowych  jaskini Pak Ou Caves ozdobionych ponad 4000 figurek Buddy. Pak Ou  znaczy tyle co Usta Rzeki Ou, jako, że jaskinie znajdują się tuż przy rzece.  Początkowo ludzie czcili tu siły natury, ale w XVI wieku do Laosu przywędrował buddyzm. Statuy, które wypełniają pieczary pochodzą z okresu od  XVIII do XX wieku. Jaskinie są dwie,  dolna  Tham Ting – pełna wspomnianych figurek i sporo skromniejsza – górna Tham Phum. Żeby zwiedzić górną jaskinie, której wnętrze jest zatopione w mroku  najlepiej być wyposażonym w latarkę. Laotańczycy ściągają tu tłumnie w okolicy Laotańskiego Nowego Roku, który przypada na kwiecień. Kiedy zwiedzałam jaskinie jesienią przeżywały one zalew chińskimi wycieczkami. Jaskinie znajdują się 25 km od Luang Prabang .

Popołudniu zwiedziłam turkusowe wodospady Kuang Si Falls. Laos z nich przecież słynie. Co ciekawe przy wodospadach w rezerwacie swoje schronienie odnalazły niedźwiedzie uratowane z rąk handlarzy. Teraz młode niedźwiadki bawią się beztrosko, walczą między sobą ku uciesze gawiedzi albo wylegają się na specjalnych hamakach. Wodospady otoczone są dżunglą, w której rosną krotony, czerwone draceny, zaś grube korzenie drzew przypominają stopnie schodów. Idąc w górę ku do Kuang Si zobaczycie kilka turkusowych wodospadów i naturalnych basenów. We wszystkich można się kąpać poza jednym który jest uznawany za święty przez mieszkańców.

Co bardziej spragnieni oryginalnego selfi decydowali się wskoczyć do lodowatej wody( późną jesienią w Laosie jest dość chłodno). Szczękając zębami wyginają ciała w stronę aparatu udając, że jest 30stopni. Ja po zanurzeniu palców zadowalam się wrażeniami wizualnymi.

Na miejscu oczywiście spotkacie całą infrastrukturę turystyczną, zimne drinki i przebieralnie. Wstęp do wodospadów i rezerwatów wynosi  . 20 000 kip (2016), na miejsce można dojechać tuk tukiem lub minivanem.

 

www.mynameiswind.com4a

Pak Ou Cave

laos ciekawe miejsca

laos ciekawe miejsca

Luang Prabang. Okolice wodospadów Kuang Si

 

Lao Lao Village, czyli Wioska Whisky  to wioska słynąca z produkcji whisky. Swoim wyglądem przypomina wielki i niezbyt ciekawy suwenir szop. Można tam było kupić tą whisky, smakiem przypominającą whisky z wódką oraz whisky z wężami i skorpionami zatopionymi w butelce. Ponoć te frykasy są dobre na potencję. Ten sam alkohol dostaniecie  na każdym targu.

 

Sauna o zapachu trawy cytrynowej

Po tej samej stronie turystycznej ulicy gdzie znajduje się Góra Pou Shy dostrzegłam napis ‘ Sauna massage’. Nie zastanawiałam się długo. Wnętrze drewnianego przybytku zapełnione było Laotańczykami, z rzadka pojawiali się Chińczycy i biali, sauna kusiła intensywnym zapachem trawy cytrynowej. W pierwszej części lokalu można było skorzystać z usługi masażu laotańskiego ( taki sam jak tajski), ziołowego,  etc. Łóżka były oddzielone powiewającymi białymi płachtami z bawełny.  Drugą część zajmowała sauna i miejsce do odpoczynku. Łaźnie były dwie: damska i męska, w wewnątrz było tak zaparowane, że nie szło nic zobaczyć, nawet sąsiada siedzącego obok. Temperatura była znacznie wyższa niż w jakiejkolwiek saunie mokrej jaką znam z Europy, skóra parzyła niemiłosiernie a i oczy ciężko było trzymać otwarte. Część przeznaczona na relaks była koedukacyjna. Były tam rozstawione drewniane leżanki, a z boku stał stół z herbatą i wodą. W trakcie odpoczynku mogliśmy obserwować życie toczące się w domach naprzeciwko, za racji tego, że ściana była otwarta i pozbawiona okien.

Nocny targ

Wieczorną atrakcją miasta jest Nocny Targ gdzie można nie tylko kupić lokalne rękodzieło, ale i skosztować miejscowych smakołyków. Niebo w gębie to grilowane ryby prosto z Mekongu. Najbardziej znane krajowe piwo Lao Beer leje się strumieniami. Kuchnia laotańska jest dość mięsna, dużo było wieprzowiny w każdej postaci. Dla wegetarianów czekało tylko kilka małych stoisk z plackami wegańskimi w europejskich cenach. W Luang Prabang nie brakuje też naleśników i bagietek, które przejęli od swoich kolonizatorów Francuzów.

laos jedzenie

Nocny targ w Luang Prabang

Góra Pou Shy

Zanim targ się zacznie tłumy walą żeby uwiecznić zachód słońca na górze Pou Shy( wymawia się pu si ;), gdzie stoi górująca nad miastem buddyjska stupa. Po drodze na szczyt spotykam młodego mnicha, który opowiada mi o filmie który nakręcił z kolegami o jednym z nowicjuszy. Bohatera dokumentu rodzice zmusili do bycia mnichem. Mimo początkowego zniechęcenia spodobała mu się nowa droga. Tradycja mówi bowiem, że każdy mężczyzna Laotańczyk powinien w swoim życiu przejść przez klasztor. Poza tym to jedyna droga zapewniająca dzieciom z ubogich wiosek pozbawioną kosztów edukację w dzisiejszym Laosie.

Krwiożerczy fotografowie

Z samego rana w mieście ustawiają się ludzie by ofiarować mnichom jedzenie. Niestety nie potrafią tego uszanować tego zwyczaju turyści którzy tłumnie polują na ‘ jedyne ujęcie karmionego mnicha’. Obsiadają chodniki i rozpoczynają swój spektakl żądnego krwi paparazzi. Co czują Ci mnisi, z których miażdżąca część to dzieci kiedy zbierają jałmużnę pod ostrzałem fleszy?

Podczas wizyty w ubogiej wiosce pozbawionej wody bieżącej widziałam jak 2 Chinki obskoczyły z aparatami wokół nagiego chłopca mytego na podwórku przez ojca.’ Jaki on jest słodki!’ . Ciekawe czy będzie też tak słodko kiedy jego koledzy za kilkanaście lat znajdą to zdjęcie w internecie… A dla was gdzie pojawiają się granice w fotografii?

Wientian

Aż trudno w to uwierzyć, że to stolica tak spokojne jest to miasto.. Bez drapaczy chmur i pospiechu..

W Wientian spędziłam niecały dzień i nie żałuję że od razu zdecydowałam się na podróż do Luang Prabang. W stolicy też co prawda ogarnęło mnie uczucie błogości i wyluzowania, ale atmosfera sennej pipidówki w stylu Kielc to nie dla mnie. Warto zaznaczyć,ż e tutejsze świątynie są niezwyklej urody, do tego interesująco się prezentuje  lokalne muzeum wypełnione głównie posągami Buddy, w jego obrębie znajdują się nietuzinkowe nagrobki.

Słynny Park Buddów będących galerią rzeźby na świeżym powietrzu zostawiam sobie na następny raz. Jeżeli chcecie tam dojechać najlepiej wynająć skuter lub pojechać lokalnym mini busem. Jeżeli akurat dotrzecie do Laosu pociągiem z Tajlandii wiedzcie, że park znajduje się jakieś 6 km od stacji.

Nie zbaczaj z wyznaczonych ścieżek!

Mało kto w Europie o tym wie, że 1/3 terytorium  Laosu jest zaminowana. To smutna pamiątka jaką zostawili tu Amerykanie podczas haniebnej tajnej wojny. Chociaż plugawa wojna trwała w latach 1965-1973 to USA przyznały się do niej dopiero 15 maja 1997.  Laosowi żadnej wojny oficjalnie nie wypowiedzieli i był bombardowany tylko z tego powodu, że przez jego terytorium szły transporty dla wojsk wietnamskich.  Trasa słynnego szlaku Ho Chi Minha nie była do końca znana amerykańskiemu agresorowi, więc bombardowali gdzie popadło. Szacuje się, że na teren Laosu zrzucono wówczas  270 000 000 sztuk bomb rozbgryzgowych z czego do dziś nie wybuchło 80 000 000!  Więcej na ten temat możecie się dowiedzieć w Muzeum UXO w Wietnien lub z książki The Ravens: The Men Who Flew in America’s Secret War in Laos autorstwa Christophera Robbinsa. Przypomnijmy, że Laos w czasie wojny Amerykanów z Wietnamczykami był państwem neutralnym uznanym w Genewie. Amerykanie na terenie bogu ducha winnego Laosu testowali nowe techniki wojenne, w tym bezzałogowe wyniszczanie terenów wroga.

Pamiętajcie w Laosie nigdy nie chodźcie w zarośla, w dżunglę  ani w nieużytki jeśli miłe wam są wasze nogi!

Wątpliwy urok nocnego autobusu

Całonocna podróż do Luang Prabang lokalnym autobusem była specyficznym przeżyciem. Prawie całą drogę kierowca puszczał na cały regulator laotańską muzykę więc o spaniu zapomnij! Pocieszałam się że chociaż jest lepsza od tajskich smętów które są ciężkie do wytrzymania już w pierwszych taktach.. Miejscowym to widać średnio przeszkadzało,  bo tylko się z tego śmiali..

W pewnym momencie kierowca zarządził przerwę na pipi pośrodku niczego. Spodziewałam się że może ludzie pójdą w krzaki. Ale nikomu nie było spieszno w ciemną dżunglę, gdzie w dodatku można nadepnąć na niewybuch i nie krępując się  koedukacją wszyscy potrzebujący podążyli razem na skraj drogi. Cóź co  kraj to obyczaj, a przecież pęcherz nie sługa;)

W Laosie spędziłam zaledwie parę dni, jednak to wystarczyło by go pokochać. Zdecydowanie jest to miejsce pierwsze na liście pod tytułem: Muszę tu wrócić.

laos ciekawe miejsca

Wnętrze świątyni.Wientian. Laos.

 

laos ciekawe miejsca

Nagrobki. Wientian

laos ciekawe miejsca

laos ciekawe miejsca

Laos. Brzeg Mekongu

 

laos ciekawe miejsca

Laos-Wientian

 

 

One comment on “Raj odnaleziony- Laos
  1. Almost Paradise napisał(a):

    Też uwielbiamy Loas! A w Utopii mogłybyśmy przeleżeć całe tygodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *