17 rzeczy za które uwielbiam Francje

17 rzeczy za które uwielbiam Francje

Fenomenalne jedzenie

Kuchnia francuska jest najlepsza na świecie, a każdy posiłek jest koncelebrowany. We Francji nauczyłam się jeść potraw, których w Polsce w życiu bym nie tknęła, np. muli i ostryg. Teraz nie wyobrażam sobie życie bez pysznych muli, nawet nauczyłam się je przyrządzać na wszystkie możliwe sposoby.. Musicie wiedzieć, że niektórzy Francuzi wogóle nie gotują, tylko całe życie stołują się na mieście, a w dodatku to najgorsi wybrzydzacze. Efekt? Restauracje prześcigają się która lepiej zaspokoi te wybredne gusta. Można wybierać spośród kuchni z czterech stron świata. Nawet prosta chrupiąca bagietka i chleb z figami albo oliwkami smakują jak poezja, gdy raz je spróbować, to każde pieczywo po powrocie będzie przypominało watę.

Wino

Było jedzenie, ale w końcu trzeba je czymś popić. Kiście, w których zebrane jest całe słońce bursztynowych popołudni są zamykane w butelkach, a te układają się w niekończące się alejki w supermarketach. Co najlepsze bardzo dobre wina można dostać w niskich cenach. Uwielbiam też brać udział w radosnych paradach na corocznym Święcie Wina na Montmarze. To wspaniała okazja do poznania francuskiej kultury

Pikniki

Francuzi naprawdę uwielbiają spędzać czas na świeżym powietrzu i nie marnują do tego żadnej okazji. Czy to podczas krótkiej przerwy, wieczoru, dnia wolnego. Nawet w tak pozbawionym zieleni mieście jak Paryż,  jeśli akurat nie pada to wszystkie skwery, parki, ogrody, brzegi rzeki, wzgórza, murki zapałeniają się biesiadującymi ludźmi. Najbardziej uwielbiam pikniki nad nastrojową Sekwaną albo w którymś z ukrytych paryskich ogrodów.

Kawiarenki

Życie toczy się w przytulnych kawiarniach i na tarasach restauracji Tyle ich tu co parasoli w Anglii. Miejską przestrzeń wypełniają głośne śmiechy i gwar rozmów.

Można pić alkohol publicznie.

Miły wieczorny piknik wśród przyjaciół. Winko nad Sekwaną? Komu mandacik? Nie w tym kraju!

Można przechodzić na czerwonym.

Stoisz na światłach, a od minuty nic nie jechało? Uciekł ci przez to tramwaj? Ile razy byłeś przez to ściekły? Francuzi to naród żywy, niezależny od władzy, a w Polsce mam wrażenie że władza ma nas za przygłupów, którzy nie umieją sami ocenić sytuacji i trzeba im wyznaczać, nakazywać, ograniczać i karać. Z drugiej strony nad Sekwaną jest też większa kultura jazdy i kierowcy często się zatrzymują żeby przepuścić przechodnia, choć i u nas w ciągu ostatnich lat zaobserwowałam poprawę.

Przerwa – rzecz święta.

Francuzi nie czekają do wakacji. Każdy dzień jest niezwykły i każdy jeden należy należy celebrować. Przerwy kojarzą się z jedzeniem, ale złośliwie mówiąc im dłużej żyje we Francji tym bardziej dostrzegam, że niektórym popołudniowa przerwa służy na szybki numerek. C’est la vie!

Szacunek do nieróbstwa.

Jeśli chcesz pracować po godzinach to Francuz pomyśli sobie że masz problemy rodzinne. Siedzisz na zasiłku, to prawie że powód do chwały- a co masz pracować za 1000euro? ( To tak jak u nas 1000 złotych)

Praca. Szacunek do zawodów bez studiów.

We Francji można w końcu być przeciętnym. Tu liczą się praktyczne umiejętności a nie dyplom. Ludzie się kształcą w pkierunkach po których znajdą pracę, nie ma parcia, żeby być magistrem za wszelką cenę. Jeżeli ktoś jest elektrykiem, to wykonuje bardzo szanowany zawód. Zreszą chyba każdy zawód i każda chęć pracy są szanowane. A co najlepsze na rozmowach kwalifikacyjnych pytają się tylko o konkrety. Nie usłyszysz durnych pytań w stylu jakie masz hobby czy o to kiedy planujesz zajść w ciąże. Takie pytania słyszałam w Polsce.

Dobra służba zdrowia i  jej pracownicy szanujący pacjenta.

Chyba nie ma większej patologii niż polskie pogotowie. We Francji na urgency zgłaszam się bez strachu, wiem, że zawsze się mną dobrze zajmą. Nikt nie spojrzy na mnie z politowanie, jeśli przyjdę ze złamanym palcem, jak w Szpitalu Żeromskiego w Krakowie.. Jeszcze nigdy żaden lekarz mnie nie potraktował źle czy chamsko we Francji, a w Polsce owsze i to wiele razy.  To główny powód dla którego nigdy nie będę chciała żyć w naszym kraju. Widzę przepaść w służbie zdrowia we Francji  poza jakością leczenia ważny jest dobry kontakt z pacjentem i psychologiczne podejście pod pacjenta. U nas tego jeszcze długo nie będzie. Same te obchody w szpitalu, kiedy lekarz wchodzi i mówi o pacjencie do innych jak o jakimś obiekcie, a nie człowieku.. Bleee.

Wogóle to francuski personel szpitalny jest wesoły i optymistyczny, dają mnóstwo energii do życia.A to ważne kiedy jest źle.

Lekarstwa są za darmo

Albo prawie za darmo.  Nie od parady się płaci tyle kasy na ubezpieczenie, żeby jeszcze wykosztowywać się w aptece.

Państwo nie zostawi Cię bez opieki.

Była zimna wiosna. Moja koleżanka mieszkała u znajomych w lodowatym mieszkaniu, coraz gorzej od tego wyglądała. Ale nie tak prosto znaleźć w Paryżu przyzwoity kąt do mieszkania. Trafiła nawet na jedną psychopatkę, którą opiszę w jednym z kolejnych postów. Bardzo ją to wszystko stresowało. Za każdym razem, kiedy się widziałyśmy była coraz bardziej opuchnieta. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie. Przyjedź do szpitala! Okazało się, że zachorowała na toczeń rumieniowaty. Straszna choroba. Przestały działać jej nerki. Zapalenie. Toczeń może spowodować zapaleni wszystkich narządów wewnętrznych i w konsekwancji śmierć. Męczyła się strasznie, i nie było wiadomo, czy z tego wyjdzie. Na szczęście choroba nie przeniosła się na inne narządy, a nerki zaczęły powoli ponownie działać. Był to okropny miesiąc.

Tak się złożyło, że wygasło jej międzynarodowe ubezpieczenie, a darmowe francuskie jeszcze jej nie przysługiwało. Trzeba mieszkać we Francji 3 miesiące, żeby je otrzymać, ona tam była dopiero jeden.

Szpital wystawił rachunek na 11 tysięcy euro. 11 tysięcy euro!!! To 46 000 złotych. Niewyobrażalne pieniądze! Tym bardziej, że ona do dziś nie jest w stanie pracować. I jak zareagował bezduszny zakład ubezpieczeń? Musicie wiedzieć, że francuska narodowa ubezpieczalnia to przeprawa przez mękę. Zawsze chamscy urzędnicy, zawsze problemy, specjalne gubienie a nawet wyrzucanie dokumentów petentów.. Poszłam z nią jako tłumacz. Przeżyłam szok. To był pierwszy raz, kiedy byli naprawdę mili. Urzędniczka złapała się za głowę: Boże jak to musi być poważna choroba! Tak widzimy. Po miesiącu przyszła odpowiedź: zwrócili jej cały koszt leczenia i dali dalsze ubezpieczenie. Tak więc widzicie, te osławione podaki nie idą tylko w błoto na nierobów, ale ratują czyjeś życia.

Łatwo zacząć

Oczywiście pod warunkiem, że się umie dogadać po francusku. Kiedy przyjechałam parę lat temu do Francji to nie miałam grosza przy duszy. Na szczęście udało mi się znaleźć darmowy kurs języka francuskiego, dostałam też swojego doradcę, który pomógł mi ogarnąć ubezpieczenie i szukać pracy. W związku z rozbudowanym systemem socjalnym państwo naprawdę wyciąga rękę do obywateli i daje szansę, której być może gdzie indziej nie udało by się otrzymać.

Raj dla artystów i literatów.

 

Francja juz od bardzo dawna otaczała artystów mecenatem. Wiedzieliście, że Da Vinci namalował Mona Lisę dla francuskiego króla i dzieło od powstanie znajdowało się w Luwrze? Tradycja jest kontynuowana dzisiaj, Paryż utworzył rezydencje do której zaprasza najlepszych artystów Cite des Arts. Francuska literatura ma się świetnie zresztą jak zawsze. Nic dziwnego! Skoro nawet szanujące się restauracje  z tradycjami przyznają własne nagrody dla mistrzów pióra! Bardzo dużo artystów ściąga do Paryża, który od lat jest niekwestionowaną światową stolicą sztuki.

Poczucie estetyki

Pamiętam jak dziś pierwszą podróż śmierdzącym paryskim metrem. Urzekły mnie wtedy wyrafinowane reklamy bielizny Implicite. Miesiąc później ku uciesze przechodniów zerwałam sobie  w tunelu metra plakat z wystawy w Muzeum Orsay, co by się nie zmarnował pod jakimś następnym. Była to reprodukcja fenomenalnego zdjęcia Piera i Gillesa przedstawiając Mercurego i reklamowała wystawę aku męskiego w muzeum. Sami zobaczcie poniżej jak wspaniałe są te dwa obrazy.

reklama z paryskiego metra  plakat z paryskiego metra

Zastanawiam się kiedy u nas szuka nabierze podobnego znaczenia w przestrzeni publicznej i kiedy społeczeństwo będzie na to gotowe. Kiedyś w Krakowie widziałam, że jacyś maniacy zmasakrowali modelki z reklam Intimisimi. Zrywali i zamalowywali głowy i piersi. Ktoś namalował na jednym z plakatów: Pan Bóg się gniewa na Wielkanoc. Mam nadzieje, że wszyscy samozwańczy Panowie Bogowie kiedyś się poznikają z naszych ulic. Szkoda, że ci dewoci  nie reagują z równym oburzeniem na ordynarne reklamy w stylu tych prezentowanych na facebookowym profilu Szczucie cycem.

Niestety u nas jak już pojawia się polska reklama z golizną w tle to wieś Piździchów śpiewa i tańczy, albo jeszcze gorzej.

We Francji miasta nie są zaspamowane jaskrawymi bilbordami jak na ohydnej Kalwaryjskiej w Krakowie. Jeżeli miasto jest zbudowane z kamienia jak prowansalskie Gordes, każdy nowo powstały dom musi być z kamienia. Zaś szczytem perfekcyjnej syntezy starego z nowym jest Strasbourg, miasto dachów zachwycące swoją architekturą. No a taki Kraków, zabytkowy zamek Wawel, a obok ohydny kloc Sheratona, na przeciwko równie wstrętne szare Centrum Kongresowe. Im dalej od centrum tym gorzej, wszystko bez ładu i składu. Może miejski planer przetrzeni coś na tym zarobi, ale na pewno nie w oczach przyszłych pokoleń.

Dużo rzeczy za darmo.

Szczególnie w Marsylii. Kursy języka, ubezpiecznie. wiele muzeów, wszystkie muzea kiedy się jest bezrobotnym

To jeden z najpiękniejszych krajów na świecie o bogatej historii.

Każdy znajdzie we Francji coś dla siebie, od powalających pejzaży fiordów południa Calanques i wygasłych wulkanów Owernii, przez bajkowe miasta północy Strasbourg i Rouen, olśniewające kolorami spalone słońcem południe, które przyciągło mistrza Van Gogha, po mekkę artystów z całego świata – Paryż. A ile tematycznych podróży można odbyć, śladami wina, Chopina a nawet co ostantio widziałam u Los Wiaheros szlakiem elektrowni atomowych! Powiem Wam, że odkrywanie Francji nigdy mi się nie znudzi, tyle tu wspaniałych smaków, historii i krajobrazów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *