Katmandu – duch Jima Morrisona w krainie chaosu

Katmandu – duch Jima Morrisona w krainie chaosu

Thamel

Try to high! Break on through! Break on through to the other side! ryk Jima Morrisona rozdziera otaczające  mnie powietrze. Witajcie dzieci kwiaty! To Thamel głośno bijące turystyczne serce miasta.  Tonie ono w kolorowych hostelach,  barach będących synonimem drugorzędności  i sklepach kuszących przytulnymi szalami z kaszmiru. Tu zatrzymuje się większość backpackersów, ja również. Dziś w Nepalu mamy dwa rodzaje turystów, pierwsi przyjeżdżają na trekking, drudzy na wolontariat- mówi Aakash, projektant mody z Katmandu.

Ja nie należę do żadnej z tych grup. Czy naprawdę trzeba się tak męczyć żeby przyjechać do Nepalu? Czy może warto dostrzec coś więcej w  zrujnowanym przez kolonizację i trzęsienie ziemi biednym kraju u stóp Himalajów? Czy Jim Morrison czuwa tylko nad tymi którzy wędrują ku ośnieżonym szczytom  w poszukiwaniu mistycznego przeżycia?

Z A. poznaliśmy się jakiś czas temu w obskurnym akademiku na przedmieściach Paryża- We Francji wszyscy już się mnie pytali czy byłem na Mont Evereście- śmieje się mój kolega.-Taaaa, nieeeee, nieee, nieee…ale ciało będzie cierpiało – kiwa się z politowaniem, kiedy mówimy o legendarnej Krainie Mustang.

Dzika przejażdżka

Biorę rikszę, żeby dotrzeć do Świątyni Małp, ale rikszarz nie wyrabia pod górę i spory odcinek muszę iść sama. Przejażdżka rikszą pierwszego dnia w Katmandu to nie byle przeżycie! Ruchowi ulicznemu na imię jest chaos i niebezpieczeństwo. Nie ma świateł ulicznych ani oświetlenia dróg. Jeżeli istniał by hymn Katmandu z pewnością byłby wygrywany na klaksonie.. Później zauważam, że w odróżnieniu do Europy nie jest to Spieprzaj dziadu!, a raczej Uwaga, bo jadę!  Tymczasem rikszarz jedzie na czołówkę. Drę się: But I want live man! Ten się śmieje. Haha bardzo śmieszne…Wzajemna obserwacja i przewidywanie ruchu innych jest prawie jak polowanie. A to tylko jazda. Samo przejście na drugą stronę ulicy to prawdziwe wyzwanie dla pieszego. Sekretem jest odpowiednia pewność siebie. Zauważą wahanie i stoisz. A rzadko się zdarza, żeby sznur samochodów i skuterów się urwał.

www.mynameiswind.com (1)

Świątynia Małp

Żeby dotrzeć do świątyni trzeba pokonać sporo schodów. W drodze na szczyt towarzyszą mi małpy, psy i nachalni sprzedawcy. Z tej grupy tylko psy należą do w miarę sympatycznych. Niektóre małpy napadają się nawzajem. Mnie ignorują. W moim plecaku nie ma nic jadalnego, jest też późno i nie ma gdzie im kupić jedzenia na łapówkę. Świątynia prezentuje się całkiem ciekawie, z góry widać  Katmandu przykryte grubą warstwą smogu. Mimo to miasto i świątynia mają  swój czar.

W drodze powrotnej decyduję się iść na piechotę i gubię się. Napotkanemu Nepalczykowi nie może się załadować Google maps. Podjeżdża jego znajomy na skuterze,  coś długo gadają ze sobą po czym ten pierwszy mówi ze to jego brother i zawiedzie mnie do Thamelu. Nie znam gościa, ale nie chce mi się iść samej, a wizja przejażdżki jest zbyt kusząca. Zjeżdżamy zatem po wertepach z górki, a tu wyłania się ciężarówka zza zakrętu… Jedzie prosto na nas…  Trąbi. Bah! Zatrzymuje się żebyśmy mogli przejechać. Docieramy na miejsce, a kierowca nie chce pieniędzy za szaloną jazdę.

W hostelu poznaję Islandkę i idziemy na pizzę.  Żeby było lokalnie biorę 4 sery z serem z mleka jaka. Po miesiącu w Tajlandii nie marzę o niczym innym jak tylko ser w każdej postaci. Dużo sera. Po zaspokojeniu kulinarnej żądzy szukamy baru. Jest piątek wieczorem, a wszystkie napotkane knajpy mają w sobie coś ze speluny. Pijani Nepalczycy i biali nie tracą czasu w swoich końskich zalotach. Nepalskie piwo podawane w butelkach xxl nie pomaga dojrzeć w nich nic ciekawego.

www.mynameiswind.com (2)

Świątynia małp Katmandu

Boudanath

Ale musisz tam jechać! Co??? Nie, nie jutro rano ! Dzisiaaaaj wieczorem! – drze się przez słuchawkę A.  Akurat trwa w najlepsze sezon ślubny i nie może się ruszyć z atelier żeby mi dziś towarzyszyć. Myślałam że Boudanath zwiedzę jutro rano w drodze na lotnisko, ale kolega nie daje za wygraną. Dzwoni za 5 minut- Dzisiaj, dzisiaj!! Mój  brother cię oprowadzi!!! Godzinę później mknę na motorze przez tumany kurzu razem z jego brotherem Krishną. Kiedy moim oczom ukazuje się stupa  rozświetlona tysiącem kolorowych światełek rozumiem czemu A. zależało żeby zobaczyć ją o zapadnięciu zmroku… Boudanath jest miejscem wibrującym wyjątkową energią.

Las rąk wyciąga się by nagonić trochę dymu w swoją stronę z wielkiej kadzielnicy. Ludzie okrążają stupę kręcąc 147 młynkami młynkami modlitewnymi wbudowanymi w otaczający ją murek. Można też pokręcić wielkimi młynkami znajdujących się w niewielkich pomieszczeniach. Od tego kręcenia wpadam w trans.Pełno tu tybetańskich mnichów.

Znajdująca się w sercu tybetańskiej dzielnicy Boudanath jest jedną z najważniejszych świątyń buddyjskich.Pochodząca z XIV wieku stupa pamięta jeszcze cesarza Aśiokę. Poważnie uszkodzona przez trzęsienie ziemi została całkowicie odremontowana.(2016) Widać jak się chce to można. Szkoda, że nie wiedzą tego w innej części aglomeracji,  w Bhaktapurze, gdzie wolą kasować bajońskie sumy za wejście pod pretekstem odbudowy, podczas gdy pieniędzy dostali tyle z międzynarodowej pomocy że mogliby 2 takie miasta postawić…

Stupa znajduje się na środku nastrojowego placu otoczonego kolorowymi kamienicami. Ich partery zajęte są przez sklepiki oferujące pamiątki, biżuterię i czego tylko dusza zapragnie. Przysięgam sobie, że następnym razem w Katmandu ten plac będzie moją bazą. Trudno o miejsce z lepszą energią.

Paśupatinath Mandir

Podczas gdy większość turystów myśli, że Nepal to kraj buddyjski, w rzeczywistości okazuje się, że króluje tu hinduzim wraz ze swoimi licznymi bóstwami i bogatymi rytuałami. Oprowadzający mnie po kluczowej dla wyznawców Śiwy świątyni Krish, rodowity Nepalczyk wyjaśnia, że podczas corocznego święta Śiwarati  zjeżdża tu 3 miliony ludzi. Ciężko mi sobie wyobrazić taki tłum na tak niewielkiej przestrzeni.

Atmosfera Paśupatinath Mandir jak na przystało na miejsce palenia zwłok jest dość mroczna. Nie brak tu żebraków, znajomy mówi, że wszyscy bez wyjątku pochodzą z Indii. Nie jest dobrze, że nasza granica z Indiami pozostaje otwarta- tłumaczy. Idziemy razem nad świętą rzekę Bagmati, na jej przeciwnym brzegu znajduje się kilka rozpalonych ognisk, to na nich spalają zwłoki. Przy brzegu rzeki dostrzegam 3 bawiących się chłopców. Oni się nie bawią – wyjaśnia Krishna. No i ma rację. Dzieci za pomocą wielkiego magnesu wyciągają z rzeki monety.

Sama XV -wieczna świątynia jest dostępna wyłącznie dla wyznawców hinduizmu. Reszta może oglądać otaczający ją kompleks. Idziemy dalej. Mijamy ponury budynek w którym mieszka kilkuset starców. Dorosłe dzieci przywożą ich  tu z całego Nepalu, by już nigdy nie  po nich nie wrócić– wyjaśnia smutną rzeczywistość Krish.

www.mynameiswind11

www.mynameiswind.com118

Lalitpur

W Nepalu słońce zachodzi wcześnie, toteż kiedy docieramy z A. do leżąćego obok Katmandu Lalitpuru jest już ciemno jak w dupie. Miasto nie inwestuje w oświetlenie czołowych zabytków, toteż po pobieżnym ich ‘obejrzeniu’ kierujemy się do tradycyjnej restauracji.  Tam po raz pierwszy w życiu próbuję mięsa z bawoła. Z nazw potraw nie zapamiętuję żadnej.

restauracja tradycyjna

Nepal – kuchnia tradycyjna