Hua Hin

Hua Hin

Hua Hin nie jest na liście to top must see Tajlandii. Czy słusznie?

Główną atrakcją nadmorskiego resortu jest 6- kilometrowa plaża w ciągnąca się wzdłuż miasta, a raczej to miasto się ciągnie wzdłuż plaży. Niegdyś Hua Hin było zapyziałą rybacką wioską. Co przyciąga więc elity ze stolycy żeby tu spędzać weekend?

Image wioski zmienił król, któremu spodobała się ona tak bardzo, że postanowił sobie tu postawić rezydencję. Przyjeżdżał na odpoczynek z dala od zatłoczonego Bangkoku. Za królem podążyła elita. Tak powstało Hua Hin w obecnej formie. Nie ma co ukrywać, ale to miasto pośrodku niczego i z niczego tu stworzono atrakcje.

Pływający targ, replika Wenecji, animal szoł, mini Maroko i winnica- to chyba powinno dać wszystkim wyobrażenie czego się spodziewać. Misja stworzenia czegoś pośrodku niczego się udała. Tyle, że to raczej coś z gatunku ‘czegokolwiek’ niż rzecz godna zapamiętania.

Pływający targ dobrze brzmiał, ale ujrzenie go, dosłownie pośrodku niczego, z dala od mieszkańców miasta rozwiało wątpliwości. Kiczowata muzyczka, specjalny większy od niego parking, same minibusy z turystami…i do tego 200 bath za sam wstęp. Wiać jak najszybciej!

hua hin
W dobrym świetle i udekorowana szkieletami ryb plaża dobrze wygląda 🙂

 

Seks turystyka na starość

Hua Hin znane jest też jako wielki dom dla emerytów z całego świata. Starych białych więcej tam z 20 jak nie z 30 razy niż backpackersów. Pary typu 70-letni Holender czy 77-letni Szwajcar z o co najmniej połowę młodszą Tajką nikogo tu nie dziwią, a widać ich bardzo dużo. Jak powiedział z rozbrajającą szczerością jeden z Holendrów przesiadujący na tarasie mojego hostelu: Tu tylko chodzi o kasę i seks. Nie ma żadnych uczuć. Przyjeżdżamy tu, bo Tajki są łatwe i tanie.

Hua hin

 

Atrakcje i zdechłe ryby

Pech chciał że wpadłam do Hua Hin w porze deszczowej, i choć ponoć tydzień temu tak nie było, to w moim tygodniu morze naniosła na plaże tysiące małych zdechłych rybek… Możecie sobie wyobrażać jak waliły na wejściu. Co z tego, że wybrzeże się ciągnie przez tyle kilometrów, jak wszędzie to samo..Trzeciego dnia morze zabrało już ich sporą część, ale jeszcze nie na tyle, żeby cieszyć się plażą. To ponoć dość częsty problem w Hua Hin. Byłam tak wściekła, że wróciłam do Bangkoku dzień wcześniej niż zaplanowałam.

Nie pojechałam do jaskini

Z największej atrakcji, czyli wyjazdu do jaskini w Parku Narodowym Khao Sam Roi musiałam zrezygnować, bo jak się okazało w Hua Hin najtańsza wycieczka jaką  kosztowała 1700 baht czyli ze 190 zeta. Trochę sporo za zwiedzanie jaskini…Nie umiem jeździć na skuterze, więc sobie podarowałam wypożyczenie i szturmowanie 80km autostrady na pierwszą jazdę.

Ale za to

Najprzyjemniejszą atrakcją Hua Hin są nocne targi i weekendowy Cicada. Sałatkę z ostrygami z miętą jaką jadłam na nocnym targu zapamiętam sobie do końca życia. Jej zaskakujący i orzeźwiający aromat był wart wyprawy do Hua Hin.

Cicada poza Chatuchakiem i Niedzielnym Marketem w Chiang Mai to jeden z najlepszych targów w całej Tajlandii. W odróżnieniu od tamtych uwodzi niespieszną atmosferą. Cicada to już niemal instytucja, mają nawet swój teatr. Na targu dostaniemy mnóstwo pięknych rzemieślniczych wyrobów. Jeżeli szukacie czegoś oryginalnego dla siebie lub do domu, to na pewno znajdziecie. Do tego możemy sobie pojeść różnych pyszności.

Małpie Wzgórze

Za dnia wybrałam się na Małpie Wzgórze. Grupa sędziwych Holendrów doradziła mi pojechanie w jego okolicę, bo ponoć tam sytuacja zdechłych ryb nie istniała i można korzystać z uroków plaży. Załadowałam się do zielonego sogethew i z nadzieją na uratowanie weekendu. Mylili się. Rybie truchło walało się i tam.
Postanowiłam obejść wzgórze dookoła, ale droga przez skały nie kończyła się plażą tylko ogrodzeniem od restauracji. Przeszłam więc górą, ale zanim doszłam do okolic świątyni zaczęłam przypominać skwierczącego skwarka. Zapytałam mnicha czy przejdę tamtędy na plażę. Tajowie mają zazwyczaj jedną odpowiedź, nawet jak jej nie znają: Tak, tak. Wróciłam więc do punktu wyjścia.Z plaży już z daleka błyszczał się Wielki posąg Buddy należący do świątyni. Przeszłam dalej po wzgórzu w stronę swiątyni Wat Thao Kapiap, im bardziej się zbliżałam tym więcej przybywało małp. Przed wejściem na schody skręciłam w lewo i tym sposobem dotarłam do małpiego gaju. Makaków była  z setka jak nie więcej, Po bokach były rozstawione wielkie klatki, a wszędzie wokół waliło łajnem co mi przypominało wielki kurnik. Małpy jak tylko pani karmicielka posypała im jadła mało się ie pozabijały piszcząc okrutnie. To jakaś fundacja troszcząca się o zwierzęta. Po ominięciu małpich atrakcji dotarłam do krzyczącej kolorami świątyni taoistycznej. Jakbyście kiedyś się zastanawiali jak wygląda chińska świątynia to właśnie tak. Wali po oczach.

hua hin

hua hin

Hua Hin czy warto

Jeśli widzieliście już wszystko w Tajlandii to tak, jeśli nie widzieliście to są lepsze miejsca. Hua Hin to też dobra opcja, jeśli kiblujecie w Bangkoku i macie gdzieś ochotę wyskoczyć nad morze. Choć w pobliżu jest o niebo ładniejsza wyspa Koh Samet… Hua Hin za to jest tańszy. Najtańszy hostel znalazłam za  195baht, masaż za 170 baht. O ile nie traficie jak ja na inwazję zdechłych ryb, to będzie spoko. Aczkolwiek nie spodziewajcie się tu dzikich imprez do rana. o 22h wszystko było martwe, z tym, że było to tuż przed rozpoczęciem sezonu.

Warto  wpaść do Hua Hin się nażreć. Pyszne i świeże owoce morza, rozmaitości wszelkiego jadła i napitku w rozsądnej cenie tu nie brak. To również świetne miejsce na zakupy, bardzo fajne rzeczy można dostać na Cidada Market, a także na nocnych targach czy licznych centrach handlowych.

hua hin hua hin

hua hin

hua hin

hua hin     hua hin hua hin hua hin hua hin hua hin hua hin   hua hin hua hin   hua hin

 

 

Wybierasz się do Tajlandii? Może zainteresuje Cię artykuł:

 

Dodaj komentarz

Close Menu