10 rzeczy za które nienawidzę Francji
Mrrrał Pchy! Pchy! Pchy!

10 rzeczy za które nienawidzę Francji

1.Zbombardowane ulice

Francuzi od zawsze słyneli z zamiłowania do brudu, a odchody na chodniku to standard.
Sytuacja jest jeszcze w miarę do zniesienia w stolicy, ale za to w Maryslii nieraz się zdarza 5 grrrówien na jednej ulicy.
Podczas gdy u nas policja częstuje 500 złotowymi mandatami za psie bomby w miejscach publicznych, to we Francjiobowiązuje mandat 30 eurowy, który jest wstawiany chyba tylko w teorii. Jak tłumaczył to jeden Francuz mojej koleżance: ‘ to kawałek natury’, zaś mój marsylski współlokator stwierdził raz, że to za ciężka praca sprzątać po psach i jemu nie przeszkadza, że tyle grrrówna wala się po mieście, choć sam nie ma żadnego zwierzęcia.

2. Całowanie w pracy

Francuzi słyną z powitania cmok cmok w policzki, także wśród mężczyzn. Współpracownicy nie witają kobiety podaniem ręki, tylko buziakami w policzki. O ile nie przeszkadza mi to w życiu prywatnym, to buziaczkowanie z kolegami z pracy uważam za kompletnie nie na miejscu. Co ciekawe faceci całujący się normalnie, w pracy podają sobie ręce. Uważam to za chamstwo i ignorancję, czemu ktoś ma mi nie podać ręki tylko temu, że jestem kobietą, za za to narusza moją przestrzeń osobistą. Na szczęście wystarczy pierwszemu podać rękę, albo wytrzeć policzki z teatralnym wstrętem by całuśnik już tego nigdy nie próbował.

3.Biurokracja

Pays de papieres czyli Kraj Papierów, jak sami mówią Francuzi. Do załatwienia najprostszej sprawy potrzeba wielu tygodni, a czasem lat. Do wszystkiego trzeba składać gruby plik dokumentów, które w tajemniczym biurowym obiegu ulegają zagubieniu. Najprostsza rzecz, oczywista w Polsce, we Francji urasta do rangi góry lodowej nie do przebycia.

Przykładowo Polsce do wyrobienia karty EKUZ wystarczy wypełnić wniosek, odstać w kolejce, by już za chwilę cieszyć się swoją kartą. We Francji trzeba czekać tydzień aby ją łaskawie przysłali na adres domowy. Mojej koleżance z pracy po złożeniu wniosku karty nie przysłano, zaginęła po drodze, ale nie może wyrobić nowej bo od 3 lat sprawa ma status: w trakcie.
Znajomi Francuzi twierdzą, że w tym systemie chodzi o zniechęcenie imigrantów do osiedlania się we Francji. Chyba działa, bo 2 moje koleżanki pielęgniarka i nauczycielka dzieci upośledzonych po rocznym bezowocnym oczekiwaniu na nostryfikację dyplomów wyjechały. Za to mniej chętni do pracy imigranci zostają.

4. Menelnia

We Francji dobrze ma się komuna i idea współdzielenia, dlatego mieszkańcy Kraju Nad Sekwaną chętnie sypią grosiwem w stronę bezdomnych. Paryż jest tak dobrze znany w tym światku, że wielu kloszardów ściąga z całej Europy, aby przeżyć w stolicy Francji Experience Paris Kloszard. W czym pomaga gęsta sieć metra, jego ciepłe korytarze i wyziewy. Oczywiście nie tak prosto skutecznie żebrać, kiedy wokół jest tyle konkurencji. Dlatego prześcigają się jak mogą o aplauz publiki. Kiedyś na jednej z paryskich
ulic widziałam jednego, który miał rozwinięty dywanik, nie myślcie sobie, że siedział tam tylko z psem. Phi! Każdy tak potrafi! On miał świnkę morską, chomika i króliczka. Kilka metrów dalej młody chłopak siedział oparty o ścianę kamienicy. Przed siebie miał zarzuconą wędkę, tak aby zarzucony na jej koniec kubeczek znajdował się tuż pod nosem przechodniów idących środkiem szerokiego chodnika.

5. Laski nie umieją się przyjaźnić.

Może są jakieś które są szczerymi przyjaciółkami, ale chyba częściej są o siebie zazdrosne, nie ma tu takiego sisterhood jak w Polsce. Nie spotkałam jeszcze Francuzki, której miałabym ochotę zaufać. Mój znajomy Francuz tak podsumował swoje krajanki: ‘Mają charakter świni’. A mój były też Francuz stwierdził, że to co woli w byciu facetem to przyjaźń, bo my kobiety tego nie mamy. Taaa chyba tylko w kraju nad Sekwaną.

6. Społeczeństwo jest zamknięte.

Są kraje jak Holandia, Hiszpania czy Polska, gdzie znajomości i przyjaźnie bardzo łatwo się nawiązuje przez całe życie i przy każdej okazji. We Francji etap nawiązywania przyjaźni kończy się wraz z liceum albo studiami. Francuzi z reguły utrzymują znajomości z kolegami ze szkolnej ławy i tylko z nimi.

7.Ubogie życie nocne

Jadąc do Paryża można być naprawdę zawiedzionym brakiem tętniących do rana ulic jak w Amsteradmie czy Barcelonie. Nie lepiej jest w miastach studenckich, jak np. Strasbourg. Francuzi nie wiedzą co to dobra impreza i pozytywne wibracje. Paryskie kluby na poziomie można policzyć na palach jednej ręki.Oni bawią się jedząc i uprawiając seks. Miażdżąca większość imprez to domówki, jeżeli nie ma na nich obcokrajowców to są dość drętwe.

8. Bezpieczeństwo

Wrażliwe dzielnice, gdzie policję obrzuca się koktajlami mołotowa, strzelaniny w barach, gwałty w niedomykających się bramach paryskich kamienic, obrzydliwe okolice dworców, molestowanie w metrze, policja która nic nie robi. Można by długo wymieniać.

9. Francuzi to chamy.

Rzecz może nie tak oczywista jak nie zna się dobrze francuskiego. Słyszałeś kiedyś jak sprzedawczyni drze się w Polsce Kurwaaaa!!! przy kasie? We Francji to standard. Ale nie chce mówić o chamieniu języka, które ma się dobrze w całym naszym świecie. Chodzi o ich sposób bycia. Są niemili i wulgarni w każdej dziedzinie życia. W pracy, w ubezpieczalni, w metrze, na stacji RER.

10. Nie znają się na modzie

Kiedyś byłam na imprezie w Marsylii, gdzie wszyscy byli ubrani tak samo: jeansy+ czarny sweter. Tak tak dobrze czytacie. Z 50 osób tam było. Nikt się nie śmiał wyróżnić….Francja to żadna stolica mody. Stylówą utknęli w większości z 50 lat temu, widać zresztą po Amelii, która się ubiera jak własna babcia. W wielkiej stolycy mody Paryżu modny to ubrany na czarno, wszystkie odcienie dozwolone, a można nawet poszaleć i mieć szare guziki.

francja kot
Mrrrał Pchy! Pchy! Pchy!

 

Dodaj komentarz

Close Menu